IMG_3472.JPG

Jeden ze znanych trenerów sportowych, powiedział kiedyś: „Tylko małe kroki się sumują”. W edukacji sportowej lub jak kto woli wędkarskiej, na początku postępy wydają się duże. Dosyć szybko pokonujemy trudności sprzętowe, te dotyczące doboru przynęt, rozumienia rzeki i ryb. Wydaje się że jesteśmy już tak blisko ideału, dosłownie o krok. Przychodzi wtedy jakiś trudny weekend, podczas którego ryby nie biorą lub spadają w trakcie holu, a my bezradni siedzimy na brzegu przetrząsając pudełka w poszukiwaniu „zawodniczej’ muchy.

Nie jest zbyt wielką sztuką, zauważać swoje błędy. W pracy szkoleniowej liczy się nie tylko zbieranie informacji, ale to (o czym większość amatorów zapomina), ich wartościowe segregowanie i co najważniejsze i najtrudniejsze zarazem, odpowiednia interpretacja. Sam fakt zauważenia błędu w trakcie wykonywania naszej pasji to jedno. Drugie to logiczne podejście do analizy tego błędu, modyfikacja naszych zachowań i sensowne wprowadzenie zmian.

Tak często mam do czynienia z wędkarzami których spostrzegawczość jest niezwykła. I równolegle, tak wiele razy przekonałem się, jak łatwo popełniają błędy w interpretacji pewnych zdarzeń. A to zwykle prowadzi do klęski. Wszystko to wydaje się zbyt skomplikowane dla naszego wędkarstwa. Analizy, logika, spostrzegawczość. Jednak kiedy chcesz  łowić dobrze lub lepiej, musisz postępować w sposób świadomy. Musisz używając swojego doświadczenia, wyciągać tylko słuszne wnioski. Niestety, wieloletnie doświadczenie i wielokrotne porażki, tylko pomagają. To nie jest sport dla młodych ludzi 🙂

Wczorajszy Dunajec był podwyższony. To znaczy według swojego normalnego stanu 30m3/s był w dobrej kondycji. Przyzwyczajeni do odkrytych niskich stanów rzeki, czujemy się niezbyt komfortowo kiedy rzeka rwie, prąd jest silniejszy, a dojście do miejscówki obciążone jest ryzykiem zamoczenia telefonu. Ryby były wyraźnie przytłumione, nie żerowały w jakiś spektakularny sposób. Kilkuminutowe wyloty jętek i chrustów, ożywiały rzekę jednak po takim szaleństwie, rzeka się uspokajała. Było fajnie.

Starałem się dobrać do ryb suchą muchą. Z trudem holowałem grube pstrągi będąc po raz kolejny w pełni świadomy, że zunifikowane opisy wędek oznaczają jedynie bardzo szacunkowe określenie akcji i mocy. Z #5 robią się #6 lub #4. W moim przypadku wędka 5 zachowywała się jak #3. Mimo tego podawałem swoje suche cały czas zafascynowany prawie magicznymi możliwościami sznura Sunray.  Ryby brały słabo. Analizując swoje błędy doszedłem do wniosku, że to wina… ruskich… pierogów 🙂 Ale mówiąc serio zmieniłem tylko dwie rzeczy: konstrukcja przyponu otrzymała fluorocarbonową końcówkę 0,12, a mucha zwiększyła swój rozmiar do #10. W trakcie wylotów, ryby nie tylko zabierały moje muchy z powierzchni, ale wręcz skakały na nie od góry.

Małe kroki, doświadczenie i logiczne wyciąganie wniosków, to pomaga w skutecznym łowieniu ryb na muchę. Często o tym zapominamy lub co gorsza, nie chcemy pamiętać.

IMG_3487.JPG

Reklamy