IMG_2822.jpg

Jakieś nowe nazewnictwo? Nowa metoda? Nie, raczej mała prowokacja z mojej strony. W okresie wakacji, kiedy nad wodą jest dużo więcej wędkarzy, można spokojnie przyjrzeć się technice nimfowej naszych kolegów. Siedzę sobie na brzegu i patrzę jak koledzy łowią na krótką nimfę, polską czy czeską jej odmianę. Od dłuższego czasu obserwuję, nienaturalnie wysokie podnoszenie i prostowanie całej ręki w trakcie prowadzenia nimf. Są tacy którzy nazywają tą metodę „na hitlerowca” dla mnie to „wykręcona nimfa”.

Pierwszy raz widziałem takie „wygibasy” w 2011 roku nad Łupawą. Kilka lat spokoju i przywiezione prawdopodobnie przez juniorów z Czech nawyki, stały się znowu popularne wśród naszej „elity”. Prosta ręka podniesiona nad głowę, czasem ugięta ale zbliżona wysoko do poziomu oczu, lub wygięta łokciem do góry. Po co?

Podnoszenie kija do góry, wyginanie ręki wygląda dosyć osobliwie. Jeden z moich kolegów ze Szwecji, widząc ostatnio takie prowadzenie nimf nad Dunajcem, zadał mi jakże rozsądne pytanie: „czy tego wędkarza nie boli ręka…?” Dla mnie pytanie jest zupełnie inne: jaki jest cel takiego nienaturalnego wykręcania nadgarstka i ręki?

Jeśli ktoś chce mi udowodnić że jest to skuteczniejsza metoda prowadzenia nimf, bo linka i przypon w stosunku do powierzchni wody są pod kątem zbliżonym do 90stopni i brania widać wyraźniej, zgodzę się i … nie. Tak, zawsze lepiej prowadzić nimfy w taki sposób, żeby zestaw był naprężony, a linka nie miała styczności z wodą.Nie, bo da się ten cel osiągnąć inaczej. Widząc tak łowiącego muszkarza wiem, że chce dobrze, jednak technicznie jest jeszcze surowy.

Problem w tym, że robić to można bez wyginania ręki, przy ugiętym łokciu, lekko wysuniętym do przodu na wysokości biodra i jak najbardziej na daleki dystans. Wystarczy przećwiczyć swoją technikę, a nie kopiować w ciemno wątpliwie dobre wzory zza granicy. Będzie też mniej bolało 🙂 Zacząć trzeba od odpowiednio długiej wędki, od odpowiednio dobranego do metody sznura, łącznika i przyponu. Zniwelujemy wtedy zwis sznura i nie będziemy musieli podnosić wędki tak wysoko. Kolejna kwestia to kąt ugięcia łokcia, nadgarstka i wysokość podniesienia szczytówki. Wszystkie te elementu należy zgrać i dobierając odpowiedni ciężar nimf, łowić na długość kija lub jak ktoś musi w odległości 12metrów. Niestety trzeba to ćwiczyć, eksperymentować ale już po kilku godzinach spędzonych nad wodą, da się wypracować własną, skuteczną i co najważniejsze, naturalną metodę prowadzenia nimf. Bez prostowania ręki i bólu całego ramienia.

Wymaga to trochę czasu, cierpliwości, eksperymentowania ze sprzętem i przyponami.  Czyli tego co jest tak ciekawe w wędkarstwie muchowym.

IMG_0060m.JPG

Reklamy