IMG_3770-1.jpg

Było już tak dobrze. Plusowa temperatura w dzień, minusowa w nocy. Przygotowane kiełże na San. I przyszedł ten ciepły wiatr z południa. W górach szybko stopniał pierwszy śnieg, popadało dwa dni i mieliśmy jesienną małą powódź. Najpierw wezbrały dopływy, później główne nurty Sanu i Dunajca błyskawicznie zamieniły się w rwące górskie rzeki. Całkiem niedawno zbudowane pstrągowe tarliska, przykryły kamienie, błoto i liście…

Wyjazd nad San przesunął się na nieokreślony termin, a dunajeckie lipienie mają czas na odpoczynek. Po raz kolejny pogoda dyktuje warunki i być może zdyscyplinuje nas do kolejnego przejrzenia sprzętu i pudełek z muchami. I nikt nie zagwarantuje, że będzie to ostatni taki przegląd w tym roku. Natura odgania nas od rzek jak tylko nadarza się okazja.

IMG_0644-1.jpg

Łowimy coraz cieniej i lżej. Lipienie ustawiają się na końcówkach płani, żerują w płytkiej prawie spokojnej wodzie. Nie dziwi mnie zatem takie zgrupowanie wędkarzy w kilku tylko miejscach na Sanie. Podążają za rybami, chcąc połowić je jeszcze w tym roku. A rok ten nie rozpieszczał nas zbytnio za sprawą pogody. Nie chcę jeszcze przechodzić do podsumowania sezonu. Mam nadzieję na łowienie nad Sanem. Po raz kolejny przejrzę pudełka, zmienię fluorocarbon 0,10 na 0,08 i poczekam. Czy na coś mi się to przyda,  nie mam zielonego pojęcia. Wiem jedynie, że im zimniej na zewnątrz, tym żerowanie ryb staje się coraz krótsze, co przy wyjeździe na tak odległy San, ma dla mnie coraz większe znaczenie. W końcu pod domem mam rzeczki z lipieniami, a zawsze bliżej mi do Sanu czy Dunajca.

DSCF1167.jpg

 

 

Reklamy