6034BCA2-6D2C-4EF2-AA14-794EB0DE40B2

Czereśnie albo wiśnie. Chociaż te drugie, gorzej trzymają się na haczyku. Wystarczy połówka czereśni, spławik z gęsiego pióra i zestaw gotowy.  Do kompletu przyda się Dunajec z lat 80-tych i letni słoneczny dzień.

Była taka miejscówka. Obecnie to tor kajakowy, ale wygląda ona trochę inaczej. Dawniej była tam przykosa, próg na końcu płani w Krościenku, zaraz przy polu namiotowym. Kamienie ułożone pod kątem 45 stopni w stosunku do nurtu, tworzyły małą barierę. I to za nią w letnie dni, korzystając z rosnących na kamieniach glonów, trzymały się stada kleni. Wtedy kiedy żerowały, tylko kwestią czasu było złowienie kilku pięknych sztuk. Rzucało się zestaw ze spławikiem za próg, spławik leżąc na wodzie powoli spływał w dół i albo nagle zmieniał kierunek, albo tonął. Brania kleni były bardzo gwałtowne i łatwe do zauważenia. Siedziało się na kamiennej opasce, zarzucało przed siebie i do obiadu można było nałowić się, aż miło.

Sekret opaski odkryłem przez przypadek. W jakiś brzydki pochmurny dzień, nie mogłem znaleźć czereśni. Lekko zdesperowany, podszedłem do ogrodzenia domu Państwa Kumorków, i zerwałem sobie wystające poza ogrodzenie ogrodu porzeczki. Kilka gałązek. W jedną kiść wplotłem haczyk i zarzuciłem pod próg. I nic. Nic nie brało. Klenie chyba odeszły, pogoda była dziwna. Może gustowały tylko w czereśniach. Nie miałem już wielkiej nadziei. Woda skręcała za progiem w kierunku brzegu, Rozbijała się o duże głazy opaski i płynęła dalej tworząc pod samym brzegiem głębsze miejsca (tak jest też dzisiaj). Mój gęsi spławik znalazł się właśnie w tym miejscu i woda powoli zabrała go wzdłuż brzegu w dół rzeki. Znudzony brakiem brań, chciałem już zwijać zestaw. Podszedłem do brzegu i w tym momencie spławik zniknął. Sądziłem, że to zaczep powoli podniosłem wędkę w górę. Lekko pulsowała, a po chwili żyłka zaczęła się przesuwać w górę rzeki. Tak wygiętej wędki nigdy jeszcze nie miałem. W zasadzie to ryba prowadziła mnie, a nie ja ją holowałem. Napinałem zestaw do granic ale, ani razu nie zobaczyłem ryby i ani razu nie zbliżyła się ona do powierzchni.

Brzany były w tamtych czasach dosyć liczne. I duże. To znaczy duże są i dzisiaj, ale wtedy sprzęt był mniej zaawansowany, żyłki gorsze i 60cm brzana to było już duże wyzwanie. Złowiłem ich w tamtych czasach bardzo dużo. Głównie z gruntu, na serek lub ciasto z czosnkiem. Po tej opisanej tutaj przygodzie wiedziałem również, że w sprzyjających okolicznościach biorą również,na gałązkę czerwonych porzeczek.

Zdjęcie: jablib.cz