About Jurek - Fly Fishing in Poland

Jak już zapewne wiecie, łowię ryby na muchę. Pierwszą z nich złowiłem w latach 70-tych w Krościenku nad Dunajcem. Biegnące lata, upływ czasu, pogorszenie stanu zdrowia, mniejsze możliwości realizacji się w swoim zawodzie, powodują, że mam więcej czasu na łowienie ryb i podnoszenie swoich umiejętności. Szkoła Muchowa to taki rewanż z mojej strony. Sposób na oddanie hołdu naturze i ludziom. Chcę podzielić się swoją nabytą wiedzą wśród tych którzy cenią sobie samodoskonalenie swoich psychofizycznych umiejętności. W tym przypadku związanych z pasją mego życia. Ryby łowiłem jak każdy z nas amatorsko, później na poziomie zawodniczym. Mam za sobą sukcesy w imprezach klubowych, regionalnych i krajowych. Startowałem w zawodach organizowanych na rzekach południa, północy i zachodu naszego Kraju. Skutecznie stosuję wszystkie dopuszczone przepisami klasyczne metody muchowe, eksperymentuje z nowymi, łowiąc ryby na rzekach i jeziorach. Od kilku lat nie jestem czynnym zawodnikiem, poświęcam swój czas na przewodnictwo i propagowanie sportu wędkarskiego. Podczas ostatnich Mistrzostw Swiata Juniorów w Polsce, miałem okazję oprowadzać po naszych rzekach juniorów reprezentacji RPA. Współpracuję z zawodnikami z polskiej kadry seniorów i juniorów. Moje doświadczenie mogą potwierdzić wędkarze z Danii, USA, RPA, Słowacji, Anglii i Francji. Obecnie eksploruję rzeki południa kraju. Wspólnie z kolegami łowimy na łowiskach Podtatrza, Podhala, Sanu. Najlepiej znane mi rzeki to: Dunajec, Biały Dunajec, Czarny Dunajec, Białka Tatrzańska, Mszanka, San. Mam za sobą wiele publikacji w czasopismach wędkarskich: Flysport, Muszkarski Swiat, Rybałow, Wędkarska Brać.

Waga żyłki

500_500_productGfx_b94040d9a6413fbd79970176358716f7

Żyłka ma swoją wagę. Wydaje się to strasznie dziwne, ale wtajemniczeni w sekrety łowienia na nimfę już wiedzą, że skonstruowanie przyponu do żyłki, wymaga wiedzy na ten temat. Problem wygląda następująco: konstruujemy przypon ale w trakcie łowienia okazuje się, że rzucenie zestawem jest trudne, a sam zestaw wisi nam zaraz pod szczytówką wędki. Jest za ciężki i nie daje się nim rzucić.

Aby zrozumieć i poznać metodę łowienia za pomocą przyponu żyłkowego, trzeba bezwzględnie  poznać sposoby wiązania własnego przyponu do nimfy. Napisałem o własnej produkcji z tego powodu, że sprzedawane w sklepach gotowe produkty NIGDY nie będą pasowały do Waszych wędek. W najlepszym przypadku zakup tego typu kończy się, skracaniem, wydłużaniem i docinaniem przyponu, co w zasadzie mija się z celem. Powodem jest trudne do przewidzenia przez producenta, dobranie długości i przekroju żyłki do wagi przynęt i ciężaru (tak!)  stosowanego przez Was sprzętu. To ciężar odcinków żyłki, ich długość i ułożenie na przyponie decydują o tym czy nimfy będą prezentowane dobrze i można będzie nimi rzucać bardzo daleko.

Wbrew temu co można zobaczyć w sklepach, przypon do metody francuskiej lub jak kto woli polskiej, jest łatwy do wykonania. W przypadku produktu sklepowego, przypon jest fabrycznie koniczny, czyli zwykle zwęża się w kierunku indykatora brań (dwukolorowej żyłki patrz zdjęcie). Wydaje mi się że producenci sądzili, że żyłka o takim przekroju pozwoli na lepsze rzuty. Niestety w naszym przypadku kiedy używamy nimf o różnym ciężarze, jego rozłożenie na przyponie powinno raczej przypominać sznur WF, a nie sznur DT.

Od połączenia sznura z przyponem (o długości 2 wędek) do wskaźnika brań wystarczy Wam żyłko monolityczna o grubości 0,18. Oczywiście można też na całej tej długości zastosować żyłkę jak na przykładowym zdjęciu. Ważne aby sam odcinek wskaźnika brań, był GRUBSZY. Wtedy też zwiększy się ciężar przyponu w jego miejscu. Czyli dobrze by było użyć tutaj np 40cm odcinka o grubości 0,24-0,30. Grubsze są lepiej widoczne, cieńsze delikatniejsze i proporcjonalniej wyważają zestaw. Dalej mamy już odcinek roboczy jaki wykonujemy z żyłki fluorocarbonowej stopniowo zmniejszając jej przekrój z 0,16 aż do odcinka końcowego 0,12-0,08 zależnego od rodzaju ryb, ich wielkości i rzeki na jakiej będziemy je łowić.

Tak przygotowanym zestawem żyłkowym (przeciążonym w kierunku przynęt), będziecie mogli spokojnie rzucać lobem na długość całego przyponu (+- 6 metrów) a w przypadku prawidłowego wykonania połączenia sznura z przyponem i dobrania odpowiedniego sznura do metody, o wiele dalej.

images

Advertisements

Jaka wędka

IMG_1954

Nie jestem “sprzęciarzem”. Jest jednak dla mnie całkowicie zrozumiałe to, że są osoby dla których wygląd sprzętu, jego cechy, przysłowiowy kolor omotki, mają znaczenie. Zaczynając przygodę z łowieniem na muchę, miałem bardzo ograniczony wybór. W obecnych czasam można oszaleć od ilości proponowanego początkującym sprzętu i niestety wpaść w pułapkę internetowych doradców.

Wędka uniwersalna
Musimy sobie jednoznacznie powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak “wędka uniwersalna”. Są kije dobre do max dwóch metod, jednak zawsze jest to przymus chwili, ograniczenia finansowe, a nie rozsądny wybór. W efekcie, kupujecie wędkę “uniwersalną” czyli ani do suchej, ani do nimfy, ani do streamera :).

Zła klasa wędki
Jest to jeden z podstawowych błędów początkującego wędkarza muchowego. Wędkę dobieramy do wielkości i charakteru rzeki, rozmiaru ryb jakie chcemy łowić i metody jaką będziemy stosować. Sprzedawcy w Polsce wciskają zwykle swoim klientom budżetowe-uniwersalne kije w 5-6 klasie… nic bardziej błędnego.

Budżetowe nie zawsze znaczy złe
Niska cena wędki dla początkującej osoby, ma znaczenie. Nie wiadomo czy próba łowienia przerodzi się w pasję, czy jeden dzień nad wodą nie będzie jedynym w roku. Problem w tym, że aby poczuć wszystkie emocje, związane z braniem i holem ryby, dobrze by było mieć sprzęt jaki emocje te zwielokrotni. Pomijając niezbędną technikę połowu. Ciągnięcie pod prąd 25cm pstrąga na sztywnym kiju w szóstej klasie, to raczej znęcanie się nad rybami, a nie walka z nimi. Czyli jeśli musi to być kij budżetowy, niech przynajmniej będzie w dobrej klasie.

Drogie nie znaczy dla naiwnych
Ten kto nie zna procesu produkcji, jaki przechodzi dobrze wykonana klasowa wędka, nie powinien wątpić w jej wysoką cenę. Droga jest długa, od projektu, prototypu, badań i testów do samej produkcji. Proces ten nie ma zbyt wiele wspólnego z drogą jaką przechodzi np sprzęt zamówiony u rod buildera lub kupiony w markecie. Drogie markowe wędki są zwykle warte swojej ceny. Jednak żeby te różnice wychwytywać, należy mieć skalę porównawczą i duże doświadczenie. Dlatego kupowanie tego typu sprzętu powinno być raczej pozostawione zaawansowanym wędkarzom, lub osobom dokonującym zakupu w obecności bardziej doświadczonych kolegów.

Używane czasami lepsze od nowych
Oczywiście mowa o używanych markowych wędkach. Jeśli traficie na jakiś kultowy kij w dobrym stanie, to jesteście szczęściarzami. Szukajcie, a znajdziecie. Przed zakupem nowego drogiego kija, będziecie mogli poczuć różnicę w komforcie łowienia.

Celowo nie wnikam w kwestie techniczne, materiałowe, czy związane z doborem i jakością osprzętu. Uważam że w trakcie połowu ryb, znaczenie kluczowe ma akcja i szybkość kija i te cechy uważam za najważniejsze.

Aby w prosty sposób zasugerować Wam prawidłowy dobór wędki, posłużę się kilkoma opisami własnych, całkiem subiektywnych wyborów. Nie oznacza to, że są one idealne. Jednak to o czym zawsze powinniście pamiętać, to fakt że delikatniejszy sprzęt wymaga zawsze większych umiejętności, a szczególnie dobrej techniki holu.

Jadę na ciurek czyli małą zakrzaczoną rzeczkę z pstrążkami:
Mała, kilkumetrowa wolna rzeczka. Krzaki, zarośla, mało kamieni więcej piasku i gałęzi. Ryby do 35cm jednak złowienie takiego okazu to rzadkość. Przeważają rybki 25-30 cm.
Wędki:
SU-6-8″ #2-3
N-9″ #2-3
ST-8-9″ #4

Jadę na Białkę, górną Wisłę, Skawę czy Czarny Dunajec, pstrąg sporadycznie lipień:
Rzeka trochę szersza, kamienista, o zdecydowanie szybszym uciągu. Odcinki z głębokimi miejscami szybkiej i głębokiej wody, przechodzące w spokojne płanie. Ryby od 25-40cm. Przewaga tych 30-35cm.
Wędki:
SU-8-9″ #3
N-10″ #3-4
ST-9-10″ #4

Jadę na Dunajec w Krościenku, pstrąg:
Duża górska rzeka. Kamienie i głazy, odcinki bardzo szybkie, głębokie, kilkumetrowe doły i szerokie głębokie płanie. Ryby od 30-50+cm. Przewaga ryb 35-40cm.
Wędki:
SU-9-10″ #4
N-10-11-12* #3
ST-9-10″ #4-5
*specjalistyczne kije do nimfy-żyłki o długości 11-12″ w klasie 4 są bardzo mocne, zwykle wystarcza #3.

Na deser, Vah pstrąg tęczowy:
Mniejsza, węższa rzeka (na tym odcinku). Kamienista o bardzo mocnym uciągu (odcinek poniżej zalewu). Doły, przelewy i szybkie płanie. Ryby 35-60+cm. Mocne i grube tęczaki.
Wędki:
SU-10″ #4-5
N-11″-12 #4
ST-9-10″ #5-6

Jak widzicie, większość polskich rzeczek, obłowicie wędkami w 2-3 klasie. Na te większe, musicie mieć już sprzęt o klasę wyższy. Tak popularne u nas wędki 5-6# są dobre ale na grube tęczaki z Vahu 🙂

 

 

3 sekundy

 

IMG_3842.JPG

Jest wczesny poranek, schodzę zaroślami w dół brzegu. Krystalicznie czysta woda, słonecznie, przepływ około 30m3/s, 21 stopni. U góry już ktoś łowi. Chyba pierwszy taki tydzień z idealnymi warunkami do połowu. Do mojego miejsca mam około 20 metrów. Brodzę w płytkiej wodzie, płoszę narybek i obserwuję falujące glony. Kaczka patrzy na mnie uważnie, jednak chyba już przyzwyczajona, nie zbiera się do lotu. Jest ciepły poranek 8 czerwca. Wczoraj.

Ściągam muchy z wędki, pierwszy rzut, branie, zacinam… 60 centymetrowy pstrąg pokazuje mi swój bok, obraca się do mnie ogonem i gwałtownie odpływa w rwący nurt.

Trwało to może 3 sekundy. To całe planowanie, czekanie na warunki, przygotowania, dojazd. Wszystko zamknęło się w tej krótkiej chwili. Tyle razy pisałem o tym, że pierwsze rzuty są najważniejsze. Wymagają doskonałej koncentracji. Ale ta pogoda, ta rzeka, to otoczenie. Rzeka mnie oszołomiła. Cóż, Jeremy ma swój Eden, ja mam swój Dunajec…

Łowię do samego wieczora. W przerwie rozmawiam z Ewą. Śmieje się ze mnie. Co mam powiedzieć? To że znamy zasady, nie znaczy, że zawsze się do nich stosujemy. Tak niewiele osób to rozumie. Tak niewiele osób wie, ile mogą zmienić w jednym dniu, krótkie 3 sekundy dekoncentracji.
Mimo tego, że rzeka pozwoliła mi złowić tego dnia, dwie piękne ryby, tą krótką chwilę będę pamiętał bardzo długo. I co paradoksalne, dla takich chwil będę tam wracał i wracał. Nad Dunajec.

IMG_3872.JPG

IMG_3878.JPG

 

Dunajec: początek

IMG_2411.JPG

Początek sezonu 19 maja… nie przypominam sobie takiego roku. Zresztą o początku trudno też powiedzieć. Wysoka ale czysta woda 50m3/s, prześwietlona mocnym słonecznym światłem. Po przyjeździe do Krościenka pierwsze zaskoczenie: prawy brzeg naturalny, lewy przed kościołem to już betonowa konstrukcja.

IMG_2409.JPG

Kamienista plaża zniknęła. Na miejsce szerokiej trawiastej łąki, powstała betonowa opaska i duży parking. W miejscu gdzie można było złowić prawie z brzegu kilka ładnych ryb, tam gdzie wieczorne rójki przyciągały zwolenników suchej muchy w słońcu będą piekły się samochody i autokary. Koszy na śmieci nie zauważyłem.

Ale wróćmy do warunków. Łowienie jest trudne, ryby też. Złowić je można ale trzeba im dosłownie “podać na głowę”. Ryby nie są aktywne powierzchniowo, pojedyncze małe sztuki (więcej) i te większe (dużo mniej). Wydaje się że to jeszcze za wcześnie, woda zimna, za wysoka. Co napawa bardzo optymistycznie, to ilość owadów. Dużo chrusta, jętki, to jak zawsze miły widok.

Do prawdziwego łowienia trzeba jeszcze poczekać. Potwierdzali to spotkani wędkarze, trochę rozczarowani stanem OS-u ale jak zawsze zachwyceni górami i otaczającą rzekę zielenią. Betonowy parking nie podobał się nikomu…

Czekam na zaproszenie

imageJak powiedział kiedyś mądry człowiek:”problemem dzisiejszych czasów jest to, że mądrzy ludzie zawsze mają wątpliwości, a głupi zawsze są pewni siebie…” Wierzymy w prawie wszystko, co czytamy w internecie, prawie zawsze w to co mówią nasi koledzy, prawie zawsze słuchamy tych, którzy głośno krzyczą.

Powiedziałem ostatnio mojej żonie, że śnieg za oknem wcale mnie nie dziwi. Przecież ja kieruję się innym kalendarzem, a on jednoznacznie mówi, że wiosna zacznie się wtedy, kiedy pojadę na Dunajec ten pierwszy raz. Aby tak oczekiwany moment stał się faktem, musi zaistnieć kilka czynników. Natura musi mi najpierw dać znać. To znaczy… zaprosić mnie na ryby. Nie pomoże tutaj wymuszanie wyjazdu w postaci kilku postów na fejsie, nie pomogą telefony od kolegów, wolne dni, termin zawodów, długie weekendy czy Święta. Natura mnie zaprosi, albo poczekam. Pierwszym objawem będzie prawidłowy wzrost temperatury wody (teraz jest za zimna) , drugim wyloty owadów (plus 10 w nocy), trzecim wiosenne powierzchniowe żerowanie pstrąga na płaniach. Jeśli takie “zaproszenie” otrzymam, pojadę. Krzyczących, pewnych siebie wędkarzy z netu, słuchać nie będę. Nie zrobią na mnie wrażenia zdjęcia pojedynczych okazów, złowionych w prawie zimowej scenerii, ochy i achy nad “chwilowymi rójkami”, zapewnienia, że na rybach, ryby to nie wszystko 🙂 Będę spokojnie czekał na zaproszenie. Nawet jeśli to będzie dopiero po majówce…

 

 

 

Czytanie rzeki. Światło.

IMG_3140.jpg

Pamiętam jak na jednych z pierwszych zawodów Grand Prix, mój kolega ze stanowiska łowił rybę za rybą. W przeciwieństwie do mnie. Po odebraniu ode mnie gratulacji, pełen obaw czy dostanę odpowiedź, spytałem: “co było kluczem do sukcesu w tej turze?” Kolega tajemniczo wyjaśnił, że “trzeba było lepiej ustawiać się do ryb”. Nie po raz pierwszy słyszałem takie zdanie, jednak jako młody (wtedy) adept muszkarstwa, musiałem poświęcić kilka dni na zrozumienie tej krótkiej i cennej uwagi.

Nie chodziło bynajmniej o stosowane swego czasu na Łupawie, „nęcenia nogami”. Skuteczne wzruszanie dna i łowienie poniżej, było mi już znane. Tym razem cała tajemnica kryła się w czytaniu rzeki lub jak kto woli, dobrym ustawianiu się w trakcie łowienia do światła. Może prościej: wiecie jak to jest kiedy jedziecie samochodem pod słońce? Wyobraźcie sobie pstrąga (który jest wzrokowcem) wpatrującego się cały dzień w toń wody, a oślepionego przez promienie słońca padające mu prosto w oczy. Nie sądzę żeby taka sytuacja poprawiała mu skuteczność obserwacji, oceniania i pobierania pokarmu płynącego po powierzchni lub w toni wody. Ryba zapewne tego nie cierpi, tak jak my.

Zwróćcie uwagę, że starzy doświadczeni wędkarze, wychodzą na łowienie ryb rankiem bądź wieczorem. Dlaczego? Bo mają wtedy czas? Pomijając kwestię aktywności owadów, spróbujcie ocenić sami jak wyglądają o tej porze dnia, cienie na wodzie i pod wodą. Staja się dłuższe, większe. To zdecydowanie powiększa obszar obserwowany przez ryby i zachęca je do zwiększenia swojej aktywności. Ryby wolą cień, pochmurne dni, ten moment kiedy nagle przed deszczem robi się ciemniej. To wszystko zachęca je do opuszczenia swojej kryjówki (w cieniu za kamieniem lub nawisem brzegu) i rozpoczęcie polowania. Pstrągi nie przepadają za mocnym słonecznym światłem i krótkimi cieniami.  Obserwacja potencjalnej ofiary jest łatwiejsza, kiedy słońce ryb nie razi.

Jak zatem powinniśmy postępować, zjawiając się w słoneczny dzień nad rzeką? Biegniemy do wody i jazda… WIem, nie mamy zbytnio czasu, ten wolny od pracy dzień nie zawsze jest idealnym na łowienie. Z drugiej strony, kto lubi łowić w deszczu? Wtedy kiedy leje mu się za kołnierz, pudełka namakają, kamizelka waży 10 kg. Łowienie w słońcu jest przyjemne ale… dla ludzi.

Jeśli już wyrwiemy się na jeden dzień na ryby, planujmy rozsądnie i łówmy świadomie. Oceńmy najpierw kierunek światła. Szukajmy miejsc gdzie słońce nie świeci z nurtem. Czyli miejsc gdzie promienie słońca padają z boku lub od dołu nurtu rzeki. Będziemy mieli wtedy większe szanse na to, że ryba zauważy naszą przynętę i zostanie zachęcona do brania. Są takie miejsca na Dunajcu, gdzie słoneczny dzień rozpoczyna się w głębokim cieniu (Kłodne). Zakręty gdzie drzewa tworzą naturalną ochronę przed słońcem. Są miejsca gdzie w wolnej chwili możecie obserwować gdzie przed słońcem chowają się ryby i jak sprytnie żerują (mur w Tylmanowej). Na szczęście Dunajec jest dużą i krętą rzeką, więc ze zmianą stanowiska w ciągu dnia nie powinno być problemu. Są miejsca gdzie naprawdę duże kamienie, tworzą idealne kryjówki z miejscem na rozsądne obserwowanie tego, co nurt przyniesie. Jeśli chcecie sami sprawdzić czy ta teoria ma sens, zachęcam do próby łowienia „ze słońcem” i „pod słońce”. Czekam na wyniki Waszych obserwacji.

BD-223.jpg

Legendarne wzory

16650613_1260448607369988_1336110171_o.jpg

Legenda i tajemnica każdego muszkarza: pudełko z jego skutecznymi muchami. Tajne, zawodnicze, klasyczne, z wyselekcjonowanych materiałów, precyzyjne do bólu, podarowane przez mistrza, od Maćka, Wojtka czy Heńka. Legendarne wzory. Każdy z nas zakłada na swój przypon, niesamowity wzór muchy i wierzy, że musi coś złowić. Jest świetnie kiedy od razu ma branie, jest gorzej kiedy dopiero po 10 minutach, najgorzej kiedy po 20 nic się nie dzieje. Wtedy sięgamy po kolejne muchy i zmieniamy je bez końca…bez sensu.

Wierząc w skuteczność danego wzoru, tracimy czas na kolejną zmianę much, przyjmując do wiadomości, że sugerowane przez kolegów wzory, muszą działać. Niestety dość powszechne zachowanie tego typu, mąci w głowach wielu początkującym wędkarzom. Dają się namawiać na zakupy kolejnych, kolejnych i kolejnych wzorów, wychodząc z założenia, że w końcu kiedys trafią na „najskuteczniejsze przynęty wykonane przez najlepszego krętacza w kraju”. I trafią… przez przypadek.

A może tak zastanowić się wcześniej nad prowadzeniem suchej muchy, swoim ustawieniem w stosunku do stanowiska ryb, długością i średnicą przyponu, rodzajem użytej żyłki, delikatnością i odpowiednią prezentacją?

To samo dotyczy każdej z metod. Są osoby dla których łowienie na krótką nimfę lub na żyłkę, uważane jest za „bezsensowne młócenie wody”. Niestety ilość elementów powodujących, że łowienie na nimfę jest skuteczne, jest o wiele większe niż w przypadku suchej muchy, mokrej czy streamera 🙂 Łowiąc na nimfę w sposób świadomy, musimy brać pod uwagę o wiele więcej czynników, niż w przypadku stosowania innych metod. Łowimy na dwie muchy, ważny jest ich ciężar, konstrukcja, użyte materiały, odległość pomiędzy prowadzącą, a skoczkiem, rodzaj użytego indykatora, długość częśći roboczej, długość całego przyponu, jego średnica… i parę innych czynników. A my zmieniamy muchy. Zmieniamy idąc po najmniejszej linii oporu. Wierząc w legendy o „Heńku, który kręci cudowne nimfy”.

Dlatego kiedy będąc zupełnie pewnymi, miejsca, prezentacji i techniki podania przynęt, zmieniamy muchy, zróbmy to, ale zmieniając najpierw ich wielkość. Później ich ciężar (nimfa, mokra, streamer),  a na samym końcu, ich wzór.

Dobre techniczne łowienie, jest zawsze bardziej skuteczne niż legendarna mucha. Dlatego jeśli chcesz doskonalić swoje łowienie na muchę, ostatnią rzeczą jaką należy zmienić w trakcie nieskutecznego łowienia, jest przynęta.

16508660_1258802427534606_8045162879248153875_n.jpg

Zdjęcia i muchy: Paweł Gibadło