Czy kupować muchy w sklepie

DSC_6311-2

Sam kupuję muchy w sklepie. Zapomnę pudełka, nie mam konkretnego wzoru lub po prostu zabraknie mi suchych much. Ulegam wtedy szaleństwu i idę do sklepu kupić kilka z kilkuset zaprezentowanych mi wzorów

a tak naprawdę potrzebujemy jedynie skutecznej w danym miejscu i czasie przynęty

Zwykle kupujemy super dokładnie wykonane, małe arcydzieła sztuki. Sklepowe muchy muszą przyciągać uwagę, być starannie wykonane, z najlepszych obecnych na rynku materiałów. Jeśli mają jeszcze dobrą chwytliwą nazwę jak np Doda, to już prawie są kupione. Klasyczne wzory nie są w cenie. Co tam komu powie nazwa Royal Wulff albo Adams. Muchy sklepowe muszą być śliczne i kolorowe. To uzasadnia zwykle ich cenę i jest (co tu dużo mówić) logiczną ofertą (czego nie należy mylić z oczekiwaną skutecznością zakupionych much).  Jeśli jeszcze jest to wyciągnięta z pod lady “zawodnicza mucha” to już jesteśmy kupieni. Sprzedawcy są po to żeby sprzedawać nam jak najdrożej i jak najwięcej. Niestety nie wiedzą zbyt wiele o tym gdzie i kiedy będziecie łowić, ale co najważniejsze

jak będziecie prezentować swoje muchy

Jeśli w swojej łaskawości poinformowaliście ich, że właśnie jedziecie na urlop nad Dunajec, to niestety jesteście straceni 🙂 Bo w sierpniu nad Dunajcem trzeba mieć w pudełkach… wszystko. I to w różnych rozmiarach 🙂 Tak więc szczęście sprzedawcy będzie wielkie, a Wy stojąc nad wodą 80m3/s będziecie się zastanawiali dlaczego Wasze glajchy idą tak wysoko o są tak mało skuteczne i …lekkie. Kupowanie much na oko, to jak gra w totolotka. Czasami się trafi ale…

Tak, lubię łowić na starannie wykonane muchy. Czuję się wtedy pewniej, bo w końcu wydałem na nie kupę kasy. Muszą być skuteczne, a … nie są. Powiem tak: kupowałem w swoim życiu wiele much od znanych lub mniej znanych krętaczy. Do tej pory połowiłem najlepiej na swoje, proste i nieudolnie wykonane wzory 🙂 Dlatego naiwnością jest sądzić, że najlepsze wzory, krętacze much, sprzedają do sklepów. Na pewno sprzedają piękne, starannie wykonane wzory much, bo takie po prostu sprzedają się najlepiej. Kto chciałby kupić prosty wzór muchy wykonany z dwóch materiałów?

Błędem jest również twierdzenie, że idealnie imitacje owadów lub nimf będą najbardziej skuteczne. Poznałem kiedyś kolegę który zawodowo zajmował się wykonywaniem imitacji owadów. Mam tu na myśli realistyczne konstrukcje. Ta sama ilość segmentów, waga, oczy w tym samym kolorze, dobrana faktura materiałów. Po prostu sztuka. Mistrz tworzył swoje dzieła dla kolekcjonerów owadów. Z drżącymi rękami łowiłem kiedyś na tak wykonane imitacje i byłem zaskoczony ich… nieskutecznością. Bo nie były to przynęty muchowe ale imitacje. Nie ta waga, nie to prowadzenie ale… piękne.

Czy to co wszystko piszę, zachęca do zrezygnowania z kupowania much w sklepach i u krętaczy? Nie. Najrozsądniejszą metodą zakupu much jest

zamówienie konkretnego wzoru lub projektu

Czyli idziemy do wykonawcy z konkretnym wzorem (może szkicem lub zdjęciem nimfy) jaki on ma wykonać. Wiemy jaki jest ciężar przynęty, wielkość, materiały i kolor i wtedy zlecamy wykonanie konkretnej przynęty. Takie zakupy są sensowne, ale niestety wymagają od nas wiedzy na temat tego co aktualnie dzieje się na naszej wodzie. Druga metoda to ufanie we własne możliwości i kręcenie swoich własnych przynęt nad wodą. Daje to nieocenione doświadczenie, prowadzi do stałego podwyższania swoich umiejętności w kręceniu much, ale co najważniejsze daje ogromną satysfakcję po złowieniu ryby. Trzecia możliwość to zatrudnienie przewodnika i do tego serdecznie wszystkich zachęcam 🙂

IMG_0083-2

Advertisements

Na Hiszpana

DSC_0143_qo5j-sj-1.jpg

zdjęcie: http://www.solomosca.it

Wiosna idzie Panowie. Łowimy na początku ciężko, na małe wzory i w raczej wolniejszej wodzie. Hiszpańskie Perdigon’y zainteresowały mnie kilka lat temu. Teraz kiedy trzeba jeszcze łowić na zimowo-wiosennych stanowiskach, przypomniałem sobie o pudełku Paco. Pokazał mi je w trakcie swojego pobytu w Polsce i pośród wielu ciekawych wzorów much suchych (wykonanych z piór Coq De Leon), moją uwagę przyciągnęły bardziej ciężkie i małe nimfy.

Hiszpanie stosują tego typu nimfy w szybkiej wodzie. No dobra, nie tylko oni. Połowa Europy też 🙂 Tam gdzie trzeba szybko zejść do dna, małą przynętą. Ryby ponoć wolą małe jętki, a te szybko przepływające obok nich są jeszcze szybciej pobierane. Perdigony są łatwe do wykonania. Ważne jest aby tonęły natychmiast i dlatego też pokrywa się je w całości lakierem UV co jeszcze bardziej przyspiesza ich tonięcie. Imitujemy oczywiście małe jęteczki i dlatego też nie zapominamy o tym aby wykonać czarny pakunek (skrzydełka) w okolicach wolframowej główki.

DSC_0142_bcrj-fs.jpgWidząc te wzory pomyślałem zaraz o zastosowaniu na tułów “skubanego” quilla. Tradycyjne tułowia wykonywane są z nici ale wydaje mi się, że dobry quill plus Bug Bond i latarka UV dadzą o wiele lepszy efekt. Przynajmniej w przypadku naszych rzek gdzie króluje mała jęteczka. Na wiosnę przygotuję sobie wzory tych muszek w kolorach czarnym, brązowym i oliwkowym (brązki też) i do momentu kiedy nie zaczną wylatywać trochę większe jętki będę kusił ryby w wolniejszych partiach naszych rzek. O wynikach poinformuję i opiszę również hiszpańskie suche muchy. Ich skuteczność sprawdziłem już na Sanie i powiem Wam że są tak samo warte uwagi, jak wiosenne przynęty do głębokiego łowienia.

DSC_0147.jpg

Zdjęcia: flydreamers.com, innovativeflyfisher.com, www.solomosca.it

Jak wiązać muchy

IMG_1974Temat przynęt, pomijam często w swoich wpisach. Żaden ze mnie mistrz krętactwa lub bardzo znany „flajtajer”. Super imitację muchy wolę zastąpić odpowiednią prezentacją „wystarczająco dobrej imitacji”. Moje muchy mają zwykłe (mało prostackie) nazwy. Dlatego muszę Was rozczarować, dalsza część tego postu nie będzie poświęcona kolejnemu przepisowi, jak zawiązać super skuteczną „muchę zawodniczą”.

W trakcie przygotowania pudełek z przynętami zastanawiamy się co będziemy łowić, na co będziemy łowić i gdzie to się stanie. Staramy się porozmawiać z kolegami o ich wzorach, kopiujemy czasami klasyczne imitacje z internetu i jedziemy na ryby przekonani, że nasz wybór jest sensowny. Nad wodą wylatuje oczywiście zupełnie inny owad, koledzy z uśmiechami pokazują swoje ukrywane wcześniej  muchy, a my zniesmaczeni, łowimy po kilka ryb na te swoje Red Tag’i czy nie daj Boże, Parkinsony.

Przygotowanie się do aktualnej sytuacji nad wodą jest trudne. Zwyczajowo po dotarciu nad rzekę przystaję na chwilę i obserwuję otoczenie. Można też podnieść kamień. Nie zaszkodzi, a nabierzemy przynajmniej krzepy 🙂 Zaczynamy łowić. W trakcie łowienia starajcie się obserwować powietrze nad wodą, pobliskie zarośla i to co płynie po wodzie. Zmieniajcie przynęty, ich wielkość, ciężar i kolor.

Wiecie już, jak trudno jest posiadać w swoim arsenale wszystkie możliwe wzory przynęt. Dlatego najlepszą i polecaną przeze mnie metodą, jest wypracowanie muchy nad wodą. Jeśli tylko macie kilka dni na łowienie, przepis wydaje się prosty. Obserwujemy, kręcimy, łowimy, kręcimy, obserwujemy, łowimy. Stosując taki cykl pomiędzy jedzeniem, spaniem i kilkoma telefonami od żony, dochodzimy powoli do skutecznego wzoru. NASZEGO wzoru.

Kiedyś kiedy żyło się wolniej, sam widziałem nad Dunajcem wędkarzy kręcących muchy nad wodą. Obecnie kiedy czasy są dużo szybsze i nerwowe, kręcenie pozostawmy sobie jako pracę domową. Ale postarajmy się łowić i kręcić w powtarzalnych cyklach. Wypracujmy swoją własną przynętę. Będziecie zdziwieni jak jeden wzór potrafi się z czasem zmienić.

Na łowisku coraz rzadziej poświęcamy czas na obserwację otoczenia. Powinniście więcej obserwować, wyciągać wnioski i modyfikować swoje przynęty. W trakcie łowienia. Wracając na łowisko sami dostrzeżecie czy Wasze wybory i interpretacja zaobserwowanych zdarzeń była słuszna (pod warunkiem, że łowić będziecie dzień później i w tym samym miejscu). Kiedy pobiegniecie już nad wodę, rzeka wynagrodzi Wam nieprzespaną noc, a ryby będą wolały aktualną imitację, tak zwykle różną od kultowej, mistrzowskiej muchy.

IMG_1886

Dobieramy główki wolframowe

IMG_0664

Tomek jakie główki stosujesz? Duże złote? Zwyczajowe pytanie każdego muszkarza. Jaki kolor i jak duże. A pytanie powinno być zadane zupełnie inaczej…

Główka jak każdy świadomie stosowany element naszego sprzętu, ma swoje określone zadanie. I nie jest tutaj najważniejszy jej kolor czy wielkość. Główka ma za zadanie dociążyć naszą przynętę w taki sposób, aby schodziła ona w pobliże żerującej ryby. Czasami bardzo nisko, do dna, czasami trochę wyżej.

Początek sezonu to okres, kiedy mamy do czynienia z podwyższonymi stanami rzek. W takich przypadkach, musimy posiadać dociążane nimfy. Wiele lat temu stosowano powszechnie ołów. Lamety czy druty ołowiane owijano dookoła trzonka haczyka. Obecnie rozmieszczamy ciężar jednostronnie, umieszczając go w przypadku nimfy zaraz za oczkiem haczyka. Ekstremalnym dociążeniem przynęty stało się obecnie stosowanie haczyków jigowych. Jeszcze bliżej oczka i w lekkim oddaleniu od osi trzonka haczyka. Skutkiem tego jest łatwiejsze sprowadzenie nimf w pobliże dna i pozycja trzonka haka skośnie do góry (mniej zaczepów).

Cel pozostał ten sam. Sprowadzenie nimfy w pobliże miejsca żerowania ryb czyli np jak najbliżej dna.

Czym różnią się sprzedawane na naszym rynku główki;

  • zewnętrzną średnicą podaną w mm
  • rodzajem materiału z jakiego są wykonane, a co za tym idzie zróżnicowanym ciężarem
  • kolorem
  • rodzajem wykonania otworu na haczyk

Jak sami widzicie, wybór główki nie ogranicza się jedynie do wybrania jej koloru i wielkości. Chociaż wydaje się to oczywiste, dobór ciężaru-materiału główki jest według mnie najważniejszy w przypadku stosowania nimf dociążanych. Mała nimfa, świetnie wykonana z piękną mosiężną główką jest nieskuteczna w chwili kiedy ryba żeruje przy dnie w szybkiej 2 metrowej wodzie.

Główki dobieramy w zależności od:

  • wielkości przynęty jaką chcemy imitować
  • głębokości i szybkości wody na jakiej będziemy łowić

Te dwa elementy, zdominują każde nasze łowienie na dociążane nimfy. Patrząc z boku  można przyjąć, że to banalnie proste. Duża woda, duża nimfa (bo będzie ciężka) i walimy ją w wodę. Błąd jaki popełniamy w tym momencie to: zła wielkość imitowanej przynęty, zły ciężar zastosowanej muchy i co za tym idzie albo za lekki albo za ciężki zestaw nimf. Duże muchy nie zawsze toną szybciej. Zbyt ciężkie szybko zaczepiają się o dno, zbyt lekkie są poza zasięgiem żerującej ryby.

Dochodzi do tego wszystkiego rodzaj stosowanych haczyków. Jeśli imitowana przynęta ma rozmiar haczyka #18 to raczej nie założymy do niej 4mm główki. Oczywiście możemy się pokusić o jakieś kombinacje, ale zwykle przy zakupie haczyków musimy od razu zmierzyć, czy pasują do nich kupowane równolegle główki. Do haków prostych i kiełżowych dobieramy główki ze zwykłym otworem, do haków jigowych nacinane.

IMG_0670

Tutaj uwaga: konstrukcje główek są różne. Producenci wykonują główki z różnej średnicy otworami (niestety też o różnym ciężarze rzeczywistym przy tej samej średnicy), więc sami musimy na zasadzie prób i błędów dobrać do naszych haków odpowiednie dociążenie. I raczej przyzwyczaić się do jednego dostawcy-producenta.

W okresie boomu na główki wolframowe, nasi koledzy Czesi zaczęli stosować nieproporcjonalnie duże główki do małych przynęt. Wiem, wykonane w taki sposób przynęty wyglądają dziwnie. Jak powiedział mi z przekąsem jeden z moich kolegów: “nimfy z wodogłowiem”. Szybko zmienił zdanie po kilku godzinach wspólnego łowienia 🙂 Piękne to one nie są, to fakt, ale za to w określonych warunkach, są skuteczne. Jak pisałem wcześniej decyduje tutaj cel: dostarczenie imitacji przynęty w okolice żerowania ryb. Czyli w przypadku gdy ryba żeruje na maleńkiej przynęcie (#18) w głębokiej wodzie nie dostarczymy w jej pobliże przynęty na haku #18 z proporcjonalną główką. Musimy zastosować główkę tak dużą jak to możliwe, a sama konstrukcja muchy powinna zostać w odpowiedni sposób zmodyfikowana. Oczywiście przy zachowaniu wielkości imitacji. Taka przynęta, wyglądająca dosyć osobliwie, dawała naszym południowym sąsiadom dużą przewagę na zawodach muchowych.

W momencie kiedy najważniejsza kwestie czyli ciężar i wielkość przynęty mamy za sobą, możemy zastanowić się nad kolejną sprawą: kolorem główki. Początkowo stosowano główki w kolorze ołowiu (jig). Później popularne były złote główki (gold kopf). Po jakimś czasie zaczęły się pojawiać na rynku dociążenia w różnych kolorach co wyraźnie spodobało się rybom. Pomijając kwestię wyglądu główek, musimy wiedzieć że pewne kolory spełniają pewne zadania lepiej lub gorzej. Kolor pomarańczowy jest dobry na brudną  wodę. Kolor różowy to podobno ulubiony widok dla lipienia. Kolor czarny świetnie nadaje się na imitacje pup chruścika, a kolor srebrny na wylatujące małe jętki. Trzeba też pamiętać, że ryby widzą kolory w zależności od głębokości wody, nasłonecznienia wody w danej jej partii i różnie w zależności od gatunku ryby. Tak więc…

Wnioski płynące z samego doboru główek do nimf są następujące: na zróżnicowanej nierozpoznanej wodzie o różnym uciągu, w środku sezonu, kiedy ryba żeruje w różnych partiach wody na różnej wielkościowo przynęcie, musisz mieć przy sobie … tysięcy nimf 🙂

Albo… rozpoznać wcześniej wodę, przystosować swoje nimfy do głębokości 1,5m na średnim uciągu i nastawiać się tylko na lipienie podając im w połowie wody pupy na hakach #12 z czarnymi mosiężnymi główkami. Wystarczy wtedy jedno pudełko z 20 nimfami.

Jak to zwykle bywa w naszym sporcie, z zewnątrz wszystko wydaje się proste. Zagłębiając się lekko w temat dochodzimy do wniosku, że ilość błędów jakie możemy popełnić jest naprawdę dużo. I dlatego tak lubimy tą zabawę… 🙂

Na koniec coś co może Wam pomóc w dobraniu główek do haków.

IMG_0671

Biała Głuchołaska: czyli lipień z płytkiej wody

IMG_1041 W poszukiwaniu czystej, nie zbrudzonej i nie zaśmieconej wody, dotarliśmy na zachód. Pogoda była całkiem niezła, pod wieczór zapowiadano burze, jednak my wypatrywaliśmy oczek i jakiejkolwiek aktywności ryb.

Pierwsze rzuty w tą czystą i piękną wodę i od razu brania. Ciemna czarna nimfa z akcentem okazała się najskuteczniejszą, poranną przynętą. Po dobraniu muchy zacząłem szybko wyciągać z głębszych dołków niezłe tęczaki, lipienie i małe pstrążki. Tomek, bywalec tych wód, puścił mnie przodem co w przypadku tak czystej i płytkiej wody, ma duże znaczenie. Wędrowaliśmy w górę rzeki,  podziwiając widoki i z uznaniem wspominając pracę przy zarybieniach klubu Alexandra, opiekującego się tą rzeką.

Pamiętam tą rzekę z przed kilku lat. Ryb było niewiele, rozproszone, przy dużej presji nie można było liczyć na fajne łowienie. Obecnie duża różnorodność ryb, w różnym przedziale wymiarowym, gwarantuje fajne łowienie i możliwość sprawdzenia wszelkich metod muchowych (no może oprócz streamera). Do tego “gratis” otrzymujemy wiatę wędkarską wybudowaną siłami aktywnych członków klubu. Jak widać nasi koledzy robią dużo dla swojej rzeki i doceniają też innych wędkarzy. Tylko podziękować i pogratulować. Inne duże, bogate okręgi ciągle “nie mają pieniędzy”…

IMG_1016Kontynuujemy naszą wędrówkę w górę. Kluczowa taktyka w przypadku czystych i płytkich wód. Idziemy w górę, wykorzystujemy każdą możliwość ukrycia swojej obecności i w końcu… dopada mnie pszczoła i gryzie w kark 🙂 Po chwilowym szoku, przedzieram się dalej ale już wiem, że mimo tego przykrego zdarzenia, cały dzień będzie udany. Mamy w końcu plan na zmianę miejscówki i pod wieczór porzucanie suchą muchą.

IMG_1045Tak jak w przypadku nimfy, łowiłem trochę więcej niż Tomek, tak w przypadku suchej nastąpiło odwrócenie ról. Co tu dużo mówić była deklasacja 🙂 Tomek dobrał muchę i łowił lipienia na suchą, co drugi rzut. Ryby od 27-35 cm dawały dużą frajdę przy każdym holu. To co nas zastanawiało to praktyczny brak widocznych oczek przy jednoczesnych częstych wyjściach do naszej (tomkowej) suchej muszki. Zapewne interesuje Was jej wzór. Na końcu tego tekstu zamieszczam zdjęcie. Najważniejszy jednak był jej rozmiar: hak #20 ciemny tułów, jasne skrzydełko. Takich much niestety nie miałem, a Tomek również szybko wyczyścił swoje pudełko. Pozostało nam pozostawić rybki w spokoju i uciekając przed nadchodzącą burzą pojechać do domu z nastawieniem na zakup haczyków #20 i ukręcenie kilku jesiennych wzorów na następną wyprawę.

IMG_1037 IMG_1032sucha20

Glajcha: przynęta tylko na brudną wodę?

IMG_0605Glajchę znam od lat 80-tych. Pamiętam moich kolegów ze śląska, którzy testowali różne rodzaje gumek i haków do jej wykonania. Imitacja “czerwonego robala” została rozpowszechniona w świecie przez Władka Trzebunię. Przynęta znana pod nazwą Wladi Worm jest obecna w wielu katalogach much na świecie.

Nimfa ta jest dociążona ołowiem, a w ostatnich czasach główką wolframową. Stosujemy przy podwyższonym stanie wód. Wysoka woda. Co to w ogóle znaczy? Pamiętam czasy kiedy poziom Dunajca w Krościenku w okresie letnim, oscylował w granicach obecnych 50m3/s. I był to stan normalny. Ryby brały, ludzie się kąpali, lipienie oczkowały, wędkarze łowili. Obecne upały i wieczorne ulewy nie przeszkadzają w łowieniu do momentu kiedy woda jest w miarę czysta i przepływ nie przekroczy tych magicznych 50m3/s. Oczywiście jest to zabawa dla doświadczonych, znających rzekę i co tu dużo mówić tęgich i wysokich wędkarzy 🙂 Wyobraźnia i respekt dla natury  też się przyda.

Tak więc jeśli musimy już łowić w takich warunkach postarajmy się ostrożniej podchodzić do rzeki, wybierać raczej miejsca z wolniejszym nurtem i łowić przy brzegu. Nie stawiamy nogi tam gdzie nie widzimy dna. Unikamy wchodzenia na duże głazy ponieważ po ich bokach zwykle wymywane są dziury. Przekraczanie przeszkód w wodzie w poprzek, zawsze jest niebezpieczne. Omijamy je obchodząc dookoła. Nagły deszcz lub burza to sygnał do odpoczynku na brzegu i obserwowania stanu wody. Jeśli jej kolor się zmienia, zaczynają płynąć liście, gałęzie (lub puste butelki :)) łowienie staje się zbyt niebezpieczne i trzeba wracać do domu.

W okresach przyborów, podawanie przynęt przy burtach rzeki ma sens. Ryba w tym czasie schodzi w stronę brzegu. Słyszałem niedawno, jak w czasie nagłego przypływu i podniesienia się stanu wody, ryby skierowały się w stronę zalanych brzegowych traw. Można było zobaczyć ich grzbiety falujące pomiędzy trawami.

Oczywiście cały czas mówimy o wodzie wysokiej, ale względnie czystej. Woda “kawowa” lub zielona, to zupełnie inna kwestia. Brodzenie w takich warunkach odradzam, a łowienie cóż, należy odłożyć na kilka dni. Oczywiście zdarzało mi się łowić nawet w takiej wodzie, ale raczej z przymusu. Po nagłym wzroście jej poziomu  ryba po chwilowym szoku, zaczyna żerować. Zbiera to co zostało wymyte z traw, czyli jak twierdzą zwolennicy glajchy, dżdżownice. Być może się tak dzieje ale niewątpliwie, pstrągi lubią najbardziej naszą narodową przynętę, właśnie w okresie podniesionych stanów wód. Tak więc kilka glajch w pudełku zawsze się przyda. Zwracam jedynie uwagę, że #4-6 glajcha, gumiś czy glajcha z twisterowym ogonkiem, to kolejne wersje tej samej muchy i jak każda z naszych przynęt ma swoje bardziej lub mniej skuteczne odmiany. Dominują oczywiście odcienie koloru czerwonego, róże, ciemne fiolety. Są to przynęty skuteczne również przy czystej wodzie. Jednak w przypadku chęci łowienia na nie w normalnych warunkach, należy stosować ich małe rozmiary i trochę jaśniejsze odcienie tułowia. Do wersji na haku #16 włącznie.

Mówiąc glacha, myślimy o bardziej lub mniej udanej imitacji dżdżownicy. Gumiś to taka właśnie mucha tylko z ogonkiem z przodu i z tyłu. Twisterek dodany do zwykłej glajchy powoduje powstanie nowej jej wersji o nieznanej mi do dzisiaj nazwie. Są też wersje z tułowiem z różowego, czerwonego lub fioletowego dubbingu. Jedno jest pewne: wszystkie przynęty należy dobrze prowadzić i prezentować, a tego nauczycie się właśnie w mojej szkole 🙂

IMG_0602