Jaka wędka

IMG_1954

Nie jestem “sprzęciarzem”. Jest jednak dla mnie całkowicie zrozumiałe to, że są osoby dla których wygląd sprzętu, jego cechy, przysłowiowy kolor omotki, mają znaczenie. Zaczynając przygodę z łowieniem na muchę, miałem bardzo ograniczony wybór. W obecnych czasam można oszaleć od ilości proponowanego początkującym sprzętu i niestety wpaść w pułapkę internetowych doradców.

Wędka uniwersalna
Musimy sobie jednoznacznie powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak “wędka uniwersalna”. Są kije dobre do max dwóch metod, jednak zawsze jest to przymus chwili, ograniczenia finansowe, a nie rozsądny wybór. W efekcie, kupujecie wędkę “uniwersalną” czyli ani do suchej, ani do nimfy, ani do streamera :).

Zła klasa wędki
Jest to jeden z podstawowych błędów początkującego wędkarza muchowego. Wędkę dobieramy do wielkości i charakteru rzeki, rozmiaru ryb jakie chcemy łowić i metody jaką będziemy stosować. Sprzedawcy w Polsce wciskają zwykle swoim klientom budżetowe-uniwersalne kije w 5-6 klasie… nic bardziej błędnego.

Budżetowe nie zawsze znaczy złe
Niska cena wędki dla początkującej osoby, ma znaczenie. Nie wiadomo czy próba łowienia przerodzi się w pasję, czy jeden dzień nad wodą nie będzie jedynym w roku. Problem w tym, że aby poczuć wszystkie emocje, związane z braniem i holem ryby, dobrze by było mieć sprzęt jaki emocje te zwielokrotni. Pomijając niezbędną technikę połowu. Ciągnięcie pod prąd 25cm pstrąga na sztywnym kiju w szóstej klasie, to raczej znęcanie się nad rybami, a nie walka z nimi. Czyli jeśli musi to być kij budżetowy, niech przynajmniej będzie w dobrej klasie.

Drogie nie znaczy dla naiwnych
Ten kto nie zna procesu produkcji, jaki przechodzi dobrze wykonana klasowa wędka, nie powinien wątpić w jej wysoką cenę. Droga jest długa, od projektu, prototypu, badań i testów do samej produkcji. Proces ten nie ma zbyt wiele wspólnego z drogą jaką przechodzi np sprzęt zamówiony u rod buildera lub kupiony w markecie. Drogie markowe wędki są zwykle warte swojej ceny. Jednak żeby te różnice wychwytywać, należy mieć skalę porównawczą i duże doświadczenie. Dlatego kupowanie tego typu sprzętu powinno być raczej pozostawione zaawansowanym wędkarzom, lub osobom dokonującym zakupu w obecności bardziej doświadczonych kolegów.

Używane czasami lepsze od nowych
Oczywiście mowa o używanych markowych wędkach. Jeśli traficie na jakiś kultowy kij w dobrym stanie, to jesteście szczęściarzami. Szukajcie, a znajdziecie. Przed zakupem nowego drogiego kija, będziecie mogli poczuć różnicę w komforcie łowienia.

Celowo nie wnikam w kwestie techniczne, materiałowe, czy związane z doborem i jakością osprzętu. Uważam że w trakcie połowu ryb, znaczenie kluczowe ma akcja i szybkość kija i te cechy uważam za najważniejsze.

Aby w prosty sposób zasugerować Wam prawidłowy dobór wędki, posłużę się kilkoma opisami własnych, całkiem subiektywnych wyborów. Nie oznacza to, że są one idealne. Jednak to o czym zawsze powinniście pamiętać, to fakt że delikatniejszy sprzęt wymaga zawsze większych umiejętności, a szczególnie dobrej techniki holu.

Jadę na ciurek czyli małą zakrzaczoną rzeczkę z pstrążkami:
Mała, kilkumetrowa wolna rzeczka. Krzaki, zarośla, mało kamieni więcej piasku i gałęzi. Ryby do 35cm jednak złowienie takiego okazu to rzadkość. Przeważają rybki 25-30 cm.
Wędki:
SU-6-8″ #2-3
N-9″ #2-3
ST-8-9″ #4

Jadę na Białkę, górną Wisłę, Skawę czy Czarny Dunajec, pstrąg sporadycznie lipień:
Rzeka trochę szersza, kamienista, o zdecydowanie szybszym uciągu. Odcinki z głębokimi miejscami szybkiej i głębokiej wody, przechodzące w spokojne płanie. Ryby od 25-40cm. Przewaga tych 30-35cm.
Wędki:
SU-8-9″ #3
N-10″ #3-4
ST-9-10″ #4

Jadę na Dunajec w Krościenku, pstrąg:
Duża górska rzeka. Kamienie i głazy, odcinki bardzo szybkie, głębokie, kilkumetrowe doły i szerokie głębokie płanie. Ryby od 30-50+cm. Przewaga ryb 35-40cm.
Wędki:
SU-9-10″ #4
N-10-11-12* #3
ST-9-10″ #4-5
*specjalistyczne kije do nimfy-żyłki o długości 11-12″ w klasie 4 są bardzo mocne, zwykle wystarcza #3.

Na deser, Vah pstrąg tęczowy:
Mniejsza, węższa rzeka (na tym odcinku). Kamienista o bardzo mocnym uciągu (odcinek poniżej zalewu). Doły, przelewy i szybkie płanie. Ryby 35-60+cm. Mocne i grube tęczaki.
Wędki:
SU-10″ #4-5
N-11″-12 #4
ST-9-10″ #5-6

Jak widzicie, większość polskich rzeczek, obłowicie wędkami w 2-3 klasie. Na te większe, musicie mieć już sprzęt o klasę wyższy. Tak popularne u nas wędki 5-6# są dobre ale na grube tęczaki z Vahu 🙂

 

 

Advertisements

3 sekundy

 

IMG_3842.JPG

Jest wczesny poranek, schodzę zaroślami w dół brzegu. Krystalicznie czysta woda, słonecznie, przepływ około 30m3/s, 21 stopni. U góry już ktoś łowi. Chyba pierwszy taki tydzień z idealnymi warunkami do połowu. Do mojego miejsca mam około 20 metrów. Brodzę w płytkiej wodzie, płoszę narybek i obserwuję falujące glony. Kaczka patrzy na mnie uważnie, jednak chyba już przyzwyczajona, nie zbiera się do lotu. Jest ciepły poranek 8 czerwca. Wczoraj.

Ściągam muchy z wędki, pierwszy rzut, branie, zacinam… 60 centymetrowy pstrąg pokazuje mi swój bok, obraca się do mnie ogonem i gwałtownie odpływa w rwący nurt.

Trwało to może 3 sekundy. To całe planowanie, czekanie na warunki, przygotowania, dojazd. Wszystko zamknęło się w tej krótkiej chwili. Tyle razy pisałem o tym, że pierwsze rzuty są najważniejsze. Wymagają doskonałej koncentracji. Ale ta pogoda, ta rzeka, to otoczenie. Rzeka mnie oszołomiła. Cóż, Jeremy ma swój Eden, ja mam swój Dunajec…

Łowię do samego wieczora. W przerwie rozmawiam z Ewą. Śmieje się ze mnie. Co mam powiedzieć? To że znamy zasady, nie znaczy, że zawsze się do nich stosujemy. Tak niewiele osób to rozumie. Tak niewiele osób wie, ile mogą zmienić w jednym dniu, krótkie 3 sekundy dekoncentracji.
Mimo tego, że rzeka pozwoliła mi złowić tego dnia, dwie piękne ryby, tą krótką chwilę będę pamiętał bardzo długo. I co paradoksalne, dla takich chwil będę tam wracał i wracał. Nad Dunajec.

IMG_3872.JPG

IMG_3878.JPG

 

Widziałem wyjście do suchej

DSC_8272-1.jpg

Sucha mucha, ulubiona metoda nowicjuszy zaczynających przygodą z łowieniem na muchę. Są wędkarze, którzy wierni klasyce, łowią wyłącznie na suchą. Szukają oczek i jak “coś wychodzi” albo “chlapie” albo “robi oczka” łowią na super suche suszki :). Dopiero po jakimś czasie zauważają, że popularne “wyjścia” różnią się od siebie. Zwykle gdy nic nie łowią. Wtedy zwalają swoje niepowodzenia na zły wzór muchy, jej wielkość lub nieodpowiedni przypon.

Wnikliwy, doświadczony obserwator, potrafi rozróżniać pojawiające się na wodzie oczka. Rozróżnić można chlapanie, bulkanie, przewijanie się, wybrzuszanie, robienie bąbelków, cmokanie lub “delfinka”. Dla nowicjusza oczko pozostaje w dalszym ciągu zwykłym oczkiem, takim samym jak wiele innych.

Zawsze zastawiałem się czy jest jakiś związek pomiędzy rodzajem oczka, gatunkiem ryby, a pokarmem jaki pobiera. Po dosyć długiej obserwacji okraszonej wieloma niepowodzeniami zacząłem powoli rozróżniać poszczególne rodzaje wyjść i w zależności od swoich spostrzeżeń stosować odpowiednie przynęty. Nie zawsze skutecznie 🙂 Jednak w obliczu pojawiania się rójki, coraz częściej zacząłem stosować nie suche muchy, ale przynęty podpowierzchniowe.

Widoczne na powierzchni wody żerowanie ryb, nie zawsze oznacza pobieranie pokarmu z jego powierzchni

Widząc wyjścia powinniśmy założyć, że ryby są aktywne w stosunku do pokarmu płynącego po powierzchni, pod powierzchnią lub przebijającego właśnie powierzchnię wody. Daje to nam różne możliwości stosowania przynęt w trakcie rójki (suche, spenty, spinnery, lekkie nimfy).

Myślę że można się tutaj pokusić o stwierdzenie, że w zależności od rodzaju pokarmu, ryba wykonuje specyficzny, odmienny rodzaj ruchu w trakcie jej pobrania.

Czyli przy dobrej obserwacji możemy zastosować odpowiednią i pewniej bardziej skuteczną muchę. Jeśli widzimy wybrzuszenie się wody w miejscy gdzie przebywa ryba, możemy założyć, że goni wyrajającego się owada i po samą powierzchnią wody zawraca w kierunku dna. Wybrzusza tym samym powierzchnię wody dając znak, że pobiera pokarm w postaci nimfy z pod jej powierzchni.

Jeśli pokazuje swój grzbiet (nakrywa muchę od góry), zwykle pobiera z powierzchni przeobrażającego się właśnie owada. Czy jest to chrust czy jętka wszystko jedno.

Ryba wyraźnie goni coś pod powierzchnią wody zostawiając za sobą skośne falki na powierzchni. Jest to gonitwa za wyrajającym się chruścikiem. Często zakończona mocnym chlapnięciem na powierzchni.

Wróćmy jednak do oczek. Na pewno widzieliście już oczka z bąbelkiem na powierzchni. Według znawców tematu bąbelki potwierdzają, że sasysany jest przeobrażający mały owad albo spent.

Są sytuacje w których ryby pokazują nam swoje ogony. Widziałem takie zdarzenia na Sanie przy bardzo niskim stanie wody. Od razu założyłem suchą muchę i oczywiście byłem totalnie zignorowany przez ryby. Na szczęście przypomniałem sobie jedną starą książkę i założyłem sanowe lekkie kiełże. Krótko mówiąc lipienie żerowały na kiełżach, a ze względu na niski stan wody pokazywały swoje ogonki zbierając pokarm z samego dna :).

Tak więc jak widzicie nic w tym pięknym świecie nie jest pewne. Wyciąganie błędnych wniosków na podstawie wyraźnych i czytelnych (według pierwszej obserwacji) sygnałów jest bardzo częstym błędem. Nie tylko na rybach ale w codziennym życiu również :). Dlatego sugeruję uważną obserwację oczek, bo jak widać nie każde oznacza, pobieranie przez ryby suchej muchy.

Dunajec 2016

IMG_1911.JPG

Zaczęło się w kwietniu. Bardzo dużo pstrąga. Wszystkie roczniki, przewaga tych powyżej 30cm ale dużo też małych, zawodniczych. Wszystko to napawa optymizmem. Dopiero z końcem miesiąca, udało się pierwszy raz połowić tak jak trzeba. Co to znaczy? Pamiętam czasy, kiedy na Dunajec jechało się z Katowic kilka godzin. Wąskie drogi, zatory, przystanki na śniadanie, nocne pobudki, termosy bułki i jajka i 5 osób w dużym Fiacie. Wtedy byliśmy szczęśliwi, kiedy jeden z nas wracał z “kompletem”. Czyli trzema rybami na koncie. Dużo częściej, zdarzały się wyjazdy bez wymiarowej ryby …

Dunajec w 2016 roku jest inny. Dobry dzień, to brania na nimfy i suchą muchę, które dają 30-50 ryb w ciągu dnia. Ryb miarowych, czyli takich powyżej 30cm. Tak było na Os z końcem kwietnia. Wyjścia do suchej, brania na nimfy, żerujące intensywnie pstrągi, czasami ładny lipień. Bajecznie.

Maj. Najlepszy miesiąc na odcinku specjalnym. Dobra wędkarska pogoda, dużo owadów ale w porównaniu z innymi latami zdecydowanie mniej chruścika. Polowanie na 60cm potoka. Niestety w tym roku nic z tego nie wyszło. Było kilka kontaktów z naprawdę dużymi rybami. Są miejsca na OS Dunajec, gdzie nie ma brzegu na bieganie za rybą i ryby chyba o tym wiedzą…

Czerwiec. Coraz cieplej, coraz lepsze łowienie w prądach. Myślimy już o wakacjach. Może wobec takiej ilości ryb i ich wspaniałego żerowania trzeba zastanowić się nad dłuższym pobytem nad Dunajcem? Planujemy i łowimy w dni wolne od wysokiej wody. Ryby już mocno przekłute, jednak w tygodniu o poranku są bardziej skore do współpracy. Szukamy pstrągów powyżej 50cm. Udaje się złowić kilka w ciągu długiego dnia. Rzeka pokazuje swój potencjał, a my czujemy, że jesteśmy w odpowiednim miejscu i czasie.

Lipiec. Opady, kilkudniowe deszcze i w efekcie… powódź. Główny zbiornik wypełnił się brudną błotnistą mazią. Wszystko to oznacza, conajmniej miesiąc czasu na wyczyszczenie się zbiornika i spadek wody do normalnego komfortowego przepływu 30m3/s. Nie wiemy co będzie po powodzi. Czy ryba zostanie?

Sierpień. Planowany urlop z synem, wynajęty domek nad Dunajcem i … rozczarowanie. Mieliśmy łowić o świcie, wieczorem i w ciągu dnia. Takie były plany. Pozostało nam patrzenie na zmienne stany brudnego Dunajca i wycieczki w góry (fuj!). Niestety natura po raz kolejny dała znak, że ma nas trochę dosyć. Ostatnie dni urlopu były znowu deszczowe…

Wrzesień. Koniec sezonu pstrągowego spędziłem z kalkulatorem w ręku. Wykupując licencję na rok, miałbym rzekę dostępną do łowienia przez… 2 miesiące. Biorąc pod uwagę stale podnoszącą się i opadającą wodę (czego ryby nie lubią) z zakładanych 60 dni łowienia pozostaje może 10-15 dobrych pstrągowych dniówek w sezonie (nie licząc zawodów). Taki mamy klimat można powiedzieć 🙂

Październik. Wiem gdzie w lecie łowiłem lipienie. Jadę tam w ciemno. Było tam dużo małych i kilka ładnych sztuk. Niestety łowię zaledwie dwie małe rybki. Jesień charakteryzuje się zmienną pogodą, a w górach opady to coś całkiem normalnego. Jak stałe podnoszenie się i  opuszczanie upustów na zaporze. Lipień lubi stabilną niską i czystą wodę. Niestety znowu czekamy na sprzyjające warunki.

Tak to w sumie wyglądało. Wspaniała wiosna z mnóstwem dobrych ryb, a później coraz gorzej z kulminacją w sezonie wakacyjnym. Niestety w tym roku, wakacyjni wędkarze mieli najgorzej. Ci co dojeżdżają raz na jakiś czas musieli się wstrzelić w warunki i wiedzieć kiedy warto wskoczyć do rzeki. Najlepiej mieli miejscowi 🙂 mogli szybko reagować na bardzo zmienne warunki i nałowić się wiosną do woli. Bo później było już tylko gorzej.

Czy wina tego stanu rzeczy leży wyłącznie po stronie natury? Niestety nie. Zarządzanie odcinkiem specjalnym nie jest wzorcowe. Widać brak porozumienia z właścicielami zapory, nieoczekiwane podnoszenia wody. Brakuje proporcjonalnych zarybień, większej ochrony łowiska. Widać pewne oznaki ożywienia wśród władz miejscowych (nowe ścieżki, parkingi, wiaty) ale dzieje się to tak powoli i z takim bólem, że naprawdę trudno uwierzyć w to, że dojdziemy z tym łowiskiem do dobrego europejskiego poziomu (lub zanim dojdziemy będziemy już poza UE:)). Miejscowi w dalszym ciągu nie widzą korzyści jakie mogą płynąć ze zwiększenia ilości wędkarzy, a lokalne kłusownictwo kwitnie. Strażnicy wobec braku ryb tłumaczą się ich “rozproszeniem” w rzece 🙂 A tymczasem w biały dzień w centrum Krościenka, dwaj znani im kłusownicy łowią sobie na spinning…

Tak to wygląda z mojej strony. Zwykłego, stale zafascynowanego tą rzeką przyjezdnego muszkarza. Aby nie kończyć w tak minorowym nastroju, powiem że jest kilka spraw jakie mnie cieszą: nowe plany zagospodarowania brzegów rzeki w Krościenku i Tylmanowej oraz działalność Wojtka Kudłacza, jedynego znanego mi miejscowego wędkarza, który rozumie potrzeby przyjezdnych “wariatów” i stara się na miarę swoich możliwości stworzyć im normalne warunki do pogłębiania tej wariackiej i pełnej naiwności pasji. Tak więc byle do wiosny! Wariaci 🙂

Drwęca zimą.jpg

 

Wyjazd i planowanie

IMG_3612

Koniec czerwca, zbliża się okres urlopowy. Na Dunajcu tłumy wędkarzy, próbują wpasować się ze swoim łowieniem, pomiędzy wysoką wodę, zawody, okresowe rójki, wędkarzy i kajakarzy. Takie życie. Płacimy ekstra ale musimy się wpasowywać. Nie dość, że tłumy na rzece, to dodatkowo tłumy na poboczach. Płatne parkingi, zakazy wjazdu w zatoczki, zagradzane wolne miejsca parkingowe przy brzegach. W takich sytuacjach, sensownym wydaje się skorzystanie z wiedzy przewodnika, lub doświadczonego kolegi. I sprawa nie dotyczy wyłącznie samego łowienia. Warunki zewnętrzne mogą swobodnie zepsuć Wasz weekend lub nawet dzień nad wodą.

Jak planować wyjazd? Większość z Was jedzie z północy na południe. Oznacza to przejazd przez Kraków. Nadchodzące imprezy będą dodatkowo  utrudniać ten dojazd, dlatego sensownym wydaje się przejście na… cykl nocny 🙂 Jedziemy: w nocy, zaczynamy łowienie: po zmierzchu, odpoczywamy: w ciągu dnia. Jeśli już jesteśmy nad wodą i nie jest ona zbyt wysoka, sugeruję znalezienie miejsca jak najdalej od drogi. Niestety zakup licencji nad ranem, to zmuszanie sprzedających do wstawania o 4.00 lub 5.00. Mam z tym mały problem bo sam lubię pospać, a tutaj zmusza się kogoś do porannej pobudki. Niestety nikt do tej pory nie wpadł na pomysł udostępnienia licencji na całodobowej stacji benzynowej. Przy drogach dojazdowych jest ich kilka.

Będąc nad samą wodą, szukamy swojej miejscówki. Jeśli tylko możemy łowimy w tygodniu. Weekendy to niestety czas dla ludzi drugiej kategorii :). Presja, wczasowicze, miejscowi pomocnicy, kajakarze, grillowcy. Spokoju nie znajdziesz. W tygodniu ruch na drogach większy ale na wodzie jakoś mniej ludzi. Ryby spokojniejsze ale zdecydowanie bardziej skore do współpracy.

Wydaje się, że upragniony dzień nad wodą to tylko znalezienie kilku wolnych godzin. Proponuję jednak przemyśleć wcześniej swój wyjazd, żeby po zdobyciu licencji łowić w spokoju i odpoczywać nad wspaniałym i rybnym obecnie Dunajcem.

IMG_2115

Zaczynamy

logo-szkola-50W związku z potrzebą poszerzenia mojego bloga o elementy interakcji (głównie komentarze i subskrypcje) postanowiłem jednocześnie zintegrować go ze Szkołą Muchową. Mam nadzieję, że to powiązanie udostępni zainteresowanym więcej informacji o mojej pasji, wędkarstwie muchowym.

Powoli dodaje zdjęcia i uzupełniam strony. Cierpliwości trochę czasu to zajmie ale mimo to zapraszam do korzystania z komentarzy i dyskutowania o poruszonych wątkach.