Czytanie rzeki. Światło.

IMG_3140.jpg

Pamiętam jak na jednych z pierwszych zawodów Grand Prix, mój kolega ze stanowiska łowił rybę za rybą. W przeciwieństwie do mnie. Po odebraniu ode mnie gratulacji, pełen obaw czy dostanę odpowiedź, spytałem: “co było kluczem do sukcesu w tej turze?” Kolega tajemniczo wyjaśnił, że “trzeba było lepiej ustawiać się do ryb”. Nie po raz pierwszy słyszałem takie zdanie, jednak jako młody (wtedy) adept muszkarstwa, musiałem poświęcić kilka dni na zrozumienie tej krótkiej i cennej uwagi.

Nie chodziło bynajmniej o stosowane swego czasu na Łupawie, „nęcenia nogami”. Skuteczne wzruszanie dna i łowienie poniżej, było mi już znane. Tym razem cała tajemnica kryła się w czytaniu rzeki lub jak kto woli, dobrym ustawianiu się w trakcie łowienia do światła. Może prościej: wiecie jak to jest kiedy jedziecie samochodem pod słońce? Wyobraźcie sobie pstrąga (który jest wzrokowcem) wpatrującego się cały dzień w toń wody, a oślepionego przez promienie słońca padające mu prosto w oczy. Nie sądzę żeby taka sytuacja poprawiała mu skuteczność obserwacji, oceniania i pobierania pokarmu płynącego po powierzchni lub w toni wody. Ryba zapewne tego nie cierpi, tak jak my.

Zwróćcie uwagę, że starzy doświadczeni wędkarze, wychodzą na łowienie ryb rankiem bądź wieczorem. Dlaczego? Bo mają wtedy czas? Pomijając kwestię aktywności owadów, spróbujcie ocenić sami jak wyglądają o tej porze dnia, cienie na wodzie i pod wodą. Staja się dłuższe, większe. To zdecydowanie powiększa obszar obserwowany przez ryby i zachęca je do zwiększenia swojej aktywności. Ryby wolą cień, pochmurne dni, ten moment kiedy nagle przed deszczem robi się ciemniej. To wszystko zachęca je do opuszczenia swojej kryjówki (w cieniu za kamieniem lub nawisem brzegu) i rozpoczęcie polowania. Pstrągi nie przepadają za mocnym słonecznym światłem i krótkimi cieniami.  Obserwacja potencjalnej ofiary jest łatwiejsza, kiedy słońce ryb nie razi.

Jak zatem powinniśmy postępować, zjawiając się w słoneczny dzień nad rzeką? Biegniemy do wody i jazda… WIem, nie mamy zbytnio czasu, ten wolny od pracy dzień nie zawsze jest idealnym na łowienie. Z drugiej strony, kto lubi łowić w deszczu? Wtedy kiedy leje mu się za kołnierz, pudełka namakają, kamizelka waży 10 kg. Łowienie w słońcu jest przyjemne ale… dla ludzi.

Jeśli już wyrwiemy się na jeden dzień na ryby, planujmy rozsądnie i łówmy świadomie. Oceńmy najpierw kierunek światła. Szukajmy miejsc gdzie słońce nie świeci z nurtem. Czyli miejsc gdzie promienie słońca padają z boku lub od dołu nurtu rzeki. Będziemy mieli wtedy większe szanse na to, że ryba zauważy naszą przynętę i zostanie zachęcona do brania. Są takie miejsca na Dunajcu, gdzie słoneczny dzień rozpoczyna się w głębokim cieniu (Kłodne). Zakręty gdzie drzewa tworzą naturalną ochronę przed słońcem. Są miejsca gdzie w wolnej chwili możecie obserwować gdzie przed słońcem chowają się ryby i jak sprytnie żerują (mur w Tylmanowej). Na szczęście Dunajec jest dużą i krętą rzeką, więc ze zmianą stanowiska w ciągu dnia nie powinno być problemu. Są miejsca gdzie naprawdę duże kamienie, tworzą idealne kryjówki z miejscem na rozsądne obserwowanie tego, co nurt przyniesie. Jeśli chcecie sami sprawdzić czy ta teoria ma sens, zachęcam do próby łowienia „ze słońcem” i „pod słońce”. Czekam na wyniki Waszych obserwacji.

BD-223.jpg

Advertisements

Dunajec 2016

IMG_1911.JPG

Zaczęło się w kwietniu. Bardzo dużo pstrąga. Wszystkie roczniki, przewaga tych powyżej 30cm ale dużo też małych, zawodniczych. Wszystko to napawa optymizmem. Dopiero z końcem miesiąca, udało się pierwszy raz połowić tak jak trzeba. Co to znaczy? Pamiętam czasy, kiedy na Dunajec jechało się z Katowic kilka godzin. Wąskie drogi, zatory, przystanki na śniadanie, nocne pobudki, termosy bułki i jajka i 5 osób w dużym Fiacie. Wtedy byliśmy szczęśliwi, kiedy jeden z nas wracał z “kompletem”. Czyli trzema rybami na koncie. Dużo częściej, zdarzały się wyjazdy bez wymiarowej ryby …

Dunajec w 2016 roku jest inny. Dobry dzień, to brania na nimfy i suchą muchę, które dają 30-50 ryb w ciągu dnia. Ryb miarowych, czyli takich powyżej 30cm. Tak było na Os z końcem kwietnia. Wyjścia do suchej, brania na nimfy, żerujące intensywnie pstrągi, czasami ładny lipień. Bajecznie.

Maj. Najlepszy miesiąc na odcinku specjalnym. Dobra wędkarska pogoda, dużo owadów ale w porównaniu z innymi latami zdecydowanie mniej chruścika. Polowanie na 60cm potoka. Niestety w tym roku nic z tego nie wyszło. Było kilka kontaktów z naprawdę dużymi rybami. Są miejsca na OS Dunajec, gdzie nie ma brzegu na bieganie za rybą i ryby chyba o tym wiedzą…

Czerwiec. Coraz cieplej, coraz lepsze łowienie w prądach. Myślimy już o wakacjach. Może wobec takiej ilości ryb i ich wspaniałego żerowania trzeba zastanowić się nad dłuższym pobytem nad Dunajcem? Planujemy i łowimy w dni wolne od wysokiej wody. Ryby już mocno przekłute, jednak w tygodniu o poranku są bardziej skore do współpracy. Szukamy pstrągów powyżej 50cm. Udaje się złowić kilka w ciągu długiego dnia. Rzeka pokazuje swój potencjał, a my czujemy, że jesteśmy w odpowiednim miejscu i czasie.

Lipiec. Opady, kilkudniowe deszcze i w efekcie… powódź. Główny zbiornik wypełnił się brudną błotnistą mazią. Wszystko to oznacza, conajmniej miesiąc czasu na wyczyszczenie się zbiornika i spadek wody do normalnego komfortowego przepływu 30m3/s. Nie wiemy co będzie po powodzi. Czy ryba zostanie?

Sierpień. Planowany urlop z synem, wynajęty domek nad Dunajcem i … rozczarowanie. Mieliśmy łowić o świcie, wieczorem i w ciągu dnia. Takie były plany. Pozostało nam patrzenie na zmienne stany brudnego Dunajca i wycieczki w góry (fuj!). Niestety natura po raz kolejny dała znak, że ma nas trochę dosyć. Ostatnie dni urlopu były znowu deszczowe…

Wrzesień. Koniec sezonu pstrągowego spędziłem z kalkulatorem w ręku. Wykupując licencję na rok, miałbym rzekę dostępną do łowienia przez… 2 miesiące. Biorąc pod uwagę stale podnoszącą się i opadającą wodę (czego ryby nie lubią) z zakładanych 60 dni łowienia pozostaje może 10-15 dobrych pstrągowych dniówek w sezonie (nie licząc zawodów). Taki mamy klimat można powiedzieć 🙂

Październik. Wiem gdzie w lecie łowiłem lipienie. Jadę tam w ciemno. Było tam dużo małych i kilka ładnych sztuk. Niestety łowię zaledwie dwie małe rybki. Jesień charakteryzuje się zmienną pogodą, a w górach opady to coś całkiem normalnego. Jak stałe podnoszenie się i  opuszczanie upustów na zaporze. Lipień lubi stabilną niską i czystą wodę. Niestety znowu czekamy na sprzyjające warunki.

Tak to w sumie wyglądało. Wspaniała wiosna z mnóstwem dobrych ryb, a później coraz gorzej z kulminacją w sezonie wakacyjnym. Niestety w tym roku, wakacyjni wędkarze mieli najgorzej. Ci co dojeżdżają raz na jakiś czas musieli się wstrzelić w warunki i wiedzieć kiedy warto wskoczyć do rzeki. Najlepiej mieli miejscowi 🙂 mogli szybko reagować na bardzo zmienne warunki i nałowić się wiosną do woli. Bo później było już tylko gorzej.

Czy wina tego stanu rzeczy leży wyłącznie po stronie natury? Niestety nie. Zarządzanie odcinkiem specjalnym nie jest wzorcowe. Widać brak porozumienia z właścicielami zapory, nieoczekiwane podnoszenia wody. Brakuje proporcjonalnych zarybień, większej ochrony łowiska. Widać pewne oznaki ożywienia wśród władz miejscowych (nowe ścieżki, parkingi, wiaty) ale dzieje się to tak powoli i z takim bólem, że naprawdę trudno uwierzyć w to, że dojdziemy z tym łowiskiem do dobrego europejskiego poziomu (lub zanim dojdziemy będziemy już poza UE:)). Miejscowi w dalszym ciągu nie widzą korzyści jakie mogą płynąć ze zwiększenia ilości wędkarzy, a lokalne kłusownictwo kwitnie. Strażnicy wobec braku ryb tłumaczą się ich “rozproszeniem” w rzece 🙂 A tymczasem w biały dzień w centrum Krościenka, dwaj znani im kłusownicy łowią sobie na spinning…

Tak to wygląda z mojej strony. Zwykłego, stale zafascynowanego tą rzeką przyjezdnego muszkarza. Aby nie kończyć w tak minorowym nastroju, powiem że jest kilka spraw jakie mnie cieszą: nowe plany zagospodarowania brzegów rzeki w Krościenku i Tylmanowej oraz działalność Wojtka Kudłacza, jedynego znanego mi miejscowego wędkarza, który rozumie potrzeby przyjezdnych “wariatów” i stara się na miarę swoich możliwości stworzyć im normalne warunki do pogłębiania tej wariackiej i pełnej naiwności pasji. Tak więc byle do wiosny! Wariaci 🙂

Drwęca zimą.jpg

 

Małe kroki

IMG_3472.JPG

Jeden ze znanych trenerów sportowych, powiedział kiedyś: “Tylko małe kroki się sumują”. W edukacji sportowej lub jak kto woli wędkarskiej, na początku postępy wydają się duże. Dosyć szybko pokonujemy trudności sprzętowe, te dotyczące doboru przynęt, rozumienia rzeki i ryb. Wydaje się że jesteśmy już tak blisko ideału, dosłownie o krok. Przychodzi wtedy jakiś trudny weekend, podczas którego ryby nie biorą lub spadają w trakcie holu, a my bezradni siedzimy na brzegu przetrząsając pudełka w poszukiwaniu “zawodniczej’ muchy.

Nie jest zbyt wielką sztuką, zauważać swoje błędy. W pracy szkoleniowej liczy się nie tylko zbieranie informacji, ale to (o czym większość amatorów zapomina), ich wartościowe segregowanie i co najważniejsze i najtrudniejsze zarazem, odpowiednia interpretacja. Sam fakt zauważenia błędu w trakcie wykonywania naszej pasji to jedno. Drugie to logiczne podejście do analizy tego błędu, modyfikacja naszych zachowań i sensowne wprowadzenie zmian.

Tak często mam do czynienia z wędkarzami których spostrzegawczość jest niezwykła. I równolegle, tak wiele razy przekonałem się, jak łatwo popełniają błędy w interpretacji pewnych zdarzeń. A to zwykle prowadzi do klęski. Wszystko to wydaje się zbyt skomplikowane dla naszego wędkarstwa. Analizy, logika, spostrzegawczość. Jednak kiedy chcesz  łowić dobrze lub lepiej, musisz postępować w sposób świadomy. Musisz używając swojego doświadczenia, wyciągać tylko słuszne wnioski. Niestety, wieloletnie doświadczenie i wielokrotne porażki, tylko pomagają. To nie jest sport dla młodych ludzi 🙂

Wczorajszy Dunajec był podwyższony. To znaczy według swojego normalnego stanu 30m3/s był w dobrej kondycji. Przyzwyczajeni do odkrytych niskich stanów rzeki, czujemy się niezbyt komfortowo kiedy rzeka rwie, prąd jest silniejszy, a dojście do miejscówki obciążone jest ryzykiem zamoczenia telefonu. Ryby były wyraźnie przytłumione, nie żerowały w jakiś spektakularny sposób. Kilkuminutowe wyloty jętek i chrustów, ożywiały rzekę jednak po takim szaleństwie, rzeka się uspokajała. Było fajnie.

Starałem się dobrać do ryb suchą muchą. Z trudem holowałem grube pstrągi będąc po raz kolejny w pełni świadomy, że zunifikowane opisy wędek oznaczają jedynie bardzo szacunkowe określenie akcji i mocy. Z #5 robią się #6 lub #4. W moim przypadku wędka 5 zachowywała się jak #3. Mimo tego podawałem swoje suche cały czas zafascynowany prawie magicznymi możliwościami sznura Sunray.  Ryby brały słabo. Analizując swoje błędy doszedłem do wniosku, że to wina… ruskich… pierogów 🙂 Ale mówiąc serio zmieniłem tylko dwie rzeczy: konstrukcja przyponu otrzymała fluorocarbonową końcówkę 0,12, a mucha zwiększyła swój rozmiar do #10. W trakcie wylotów, ryby nie tylko zabierały moje muchy z powierzchni, ale wręcz skakały na nie od góry.

Małe kroki, doświadczenie i logiczne wyciąganie wniosków, to pomaga w skutecznym łowieniu ryb na muchę. Często o tym zapominamy lub co gorsza, nie chcemy pamiętać.

IMG_3487.JPG

Koniec maja

IMG_1818.jpg

Pogoda nie sprzyja. W zasadzie temperatura i opady są w normie, ale z niejasnych dla mnie powodów  Dunajec “idzie pełną parą”. Przepływ 70-80m3/s to już dużo i łowienie w takich warunkach to ryzyko i w zasadzie, męka.

Ponieważ za 2 tygodnie będziemy zaczynać “taniec z lipieniami”, zaczynam się zastanawiać jak do tego tematu podejść. Bo warto. Ilość przyłowu w postaci grubych i mniejszych ryb tego gatunku, jest spora. W zasadzie można powiedzieć, że dunajeckie stado lipienia ma się coraz lepiej. Sztuki pod 40 to nic specjalnego. Co fajniejsze pojawia się więcej ryb 20-30 cm, miejscowo, ale jednak są. Tak więc sezon na lipienia może być dobry.

Sprzęt w zasadzie ten sam. Może warto tylko zejść z grubościami żyłek. Gruby lipień nie jest tak mocny jak wiosenny pstrąg ale zawsze lepiej mieć ten mały zapas. Muchy, (coraz bardziej kolorowe) powinny zdominować nasze pudełka.Wylatuje już chruścik, zaczyna się dobre łowienie na jętki z fluo akcentami. Sucha, mokra i nimfa te metody będą dominować.

Nie można popełnić błędu i podejść do łowienia lipienia na Dunajcu tak jak na Sanie. Rzeki tak sobie bliskie są nieporównywalne. Szerokie i płytkie płanie Sanu to nie to samo co Dunajec. Tutaj co chwilę ryzykujesz kąpielą, pokonując wielkie i mniejsze kamienie. Pięknych i równych płani jest niestety coraz mniej. Jednym z takich miejsc był 100 metrowy odcinek poniżej Piasków. Zaraz za dawnym mostem powyżej Krościenka, gdzie obecnie rezydują flisacy, był szeroki i równy odcinek wody idealny na lipienia. Żwirowe równe dno, czasami wypełnione większymi kamieniami. Woda do pasa z przegłębieniem pod lewym brzegiem znanym z dużych brzan. Na tej wodzie uwielbiałem łowić na mokrą i suchą.

Czynnikiem trudniejszym, mogącym zdecydować o naszej porażce jest znalezienie miejsca żerowania lipienia. Obecnie, kiedy woda jest żyzna i oczyszczona przez swoją prędkość, znalezienie kryjówki lipienia będzie dużo trudniejsze. Szybkie płytkie miejscówki mogą nas zaskoczyć. Ale tak jak to zwykle bywa, gruba ryba ustawia się na wypłyceniach przy głębokim nurcie, na końcówkach płani przy murach. Trzeba szukać, przejść najciekawsze miejsca. Porzucać na wolnych równych prądach, poeksperymentować na tych szybszych i płytkich. Jeśli złowicie jednego lepienia, warto w takich miejscach pozostać. Ryba ta lubi się grupować po kilka sztuk dlatego wyciagnięcie kilku ryb z jednego miejsca nie powinno być trudne. Wymaga tylko odrobiny wytrwałości i trochę więcej czasu.

IMG_3260

Koniec kwietnia

 

Koniec kwietnia w Krościenku, zapisze się w naszej pamięci jako jeden z tych dni, kiedy “woda się gotowała”. Prawdopodobnie za sprawą temperatury powietrza (rano +2 w dzień +16). Po godzinie 14.00 zaczęła się rójka jętki. W sumie po 30-35 ryb w ciągu dnia na osobę, od 25-47cm (z przewagą ryb +40). Rano łowiliśmy na nimfy  w południe i wieczorem na suchą muchę. Trudno uwierzyć ale ryby w trakcie holu rozginały nam słabsze haki. Osobiście miałem 3 sztuki, których nawet “nie podniosłem”.

Zapowiada się wspaniała majówka. Zachęcam wszystkich do odwiedzenia łowiska na Dunajcu. Jeśli kogoś interesują szczegóły, proszę o kontakt poprzez komentarz do niniejszego postu.

Było wszystko

IMG_2134.jpg

W górach wszystkiego można się spodziewać. Ale tym razem była mgła, słońce, zimno (+5), deszcz, grad i mocny wiatr. Pod wieczór raczej tak od 17.00 wiatr przestał wiać i zaczęły się wyjścia do suchej. Ale po kolei…

Dunajec jest zależny od upustu wody na tamie. Jeśli mamy szczęście i nie ma dużych opadów deszczu, woda jest w miarę stabilna. Oznacza to że rzeka podnosi się i opada w godzinnych cyklach. W kwietniu były to skoki o 7m3/s w godzinach 8.00-19.00 i 19.00-8.00. Zakładając taki właśnie scenariusz, staraliśmy się przyjechać w miarę wcześnie. O godzinie 7.00 weszliśmy do wody. Niski stan przepływu był zawsze lepszy od wysokiego. Dlatego łowiliśmy w czystej niskiej wodzie ale jakoś tak, bez specjalnych efektów. Ryby były ale mało aktywne, trudne i wyraźnie niezbyt skore do współpracy. Godzina podniesienia się stanu wody była bliska, więc wiedzieliśmy że czasu coraz mniej.

Około godziny 10.00 stwierdziłem że coś jest nie tak, bo woda nie rośnie, a brania w dalszym ciągu są słabe. Zeszliśmy na brzeg, uruchomiliśmy telefony i przeglądarki. Okazało się że tym razem wyższy przepływ, nie nadchodzi. Po powrocie do łowienia nie zauważyliśmy żadnej znaczącej różnicy w poziomie wody. Gdzieś tak około 13.00 poczłapałem na drugi brzeg. Było tam kilka ładnych miejsc, a jak wspominałem o tym moim kolegom, wejście w łowisko ma na Dunajcu duże znaczenie. Trzeba wiedzieć gdzie może schować się ryba, gdzie wychodzi na żer, gdzie lubi przebywać w trakcie swojej aktywności. Przy jednym z dołków mam kilka fajnych ryb, po chwili kolejne i pod wpływem emocji, zachwytu nad kolorami i grubością pstrągów, nie zauważam co dzieje się z wodą. Zauważyłem dopiero jak chciałem wrócić na swój brzeg. Powiem tak: z trudem przedarłem się przez wodę.

Woda zaczęła się podnosić. W momencie kiedy to się stało, nastąpiła rójka jętki i co za tym idzie, ryby zaczęły wyraźnie żerować. Czyli jak to zwykle w naturze bywa, stało się dokładnie odwrotnie niż się spodziewaliśmy. Ryby zaczęły brać na podniesionym, wyższym stanie wody. A brały pięknie.

IMG_2133.jpg

Chrusta jeszcze nie ma więc dominowała nimfa jętki na #14-16. Naturalne kolory, ale co ciekawe ryby łowiłem z płytkiej i bardzo płytkiej wody. Po południu i wieczorem nastał czas suchej i mokrej muchy. Dla zwolenników tej metody, polecam zatem godziny wieczorne i późne popołudnie.

IMG_2132.jpg

Suche muchy to typowe oliwki, jętki beżowe i popielatki. Ważne jest prowadzenie i podawanie muchy bez płoszenia ryb. Pstrągi są już rozproszone ale wyraźne oczka można zauważyć na końcach płani. Uprzedzam że ryby są już mocno przekłute i bardzo mocne, więc złowienie 40-50cm pstrąga na suchą należy szanować i uważać za sukces.

IMG_2121.jpg

IMG_2119.jpg

Dunajec zawsze mnie zaskakuje. Tym razem spodziewane łowienie na niskiej wodzie, zastąpiło nam łowienie na podnoszącej się wyższej wodzie. A może to nie kwestia poziomu wody, a okresu wylotu jętki decyduje ostatecznie o prawdziwym żerowaniu ryb. Jak sądzicie?

Deszcz i burza

IMG_3287.JPG

Pierwszy wyjazd na Dunajec w 2016 roku. Prognoza dobra, bardzo ciepło jak na tę porę roku (+19). Wprawdzie zapowiadano okresowe opady, ale co tam deszczyk w górach. Mijam Rabę, woda bardzo niska, czysta. Nad Mszanką trochę się zdziwiłem, płynie błoto. Zjeżdżając w stronę Zabrzeża było już mniej ciekawie. Kamienica brudna, pobliskie łąki pełne kałuż z wodą. Padało ale teraz jest przecież piękny wiosenny poranek. Nie może być źle po 6 miesiącach czekania na łowienie… Zegar pokazuje +10 stopni, słońce przebija się przez mgłę.

Zabrzeż i pierwsze rozczarowanie. W nocy mocno padało w górach. Woda wyższa i wysoka czyli jak na obecny czas niżówek, wyższa niż 25m3. W ciągu ostatnich tygodni cykl dzienno-nocny oscylował w granicy 12-20m3. Teraz mamy o 5m3 więcej. Jak na to zareagują ryby, zobaczymy. Pakujemy się do wody w Krościenku. Woda zielona, czyści się od brzegu. Płyną skrawki glonów i tak będzie już do końca łowienia. Zimna +7 stopni. Małe nimfy lądują w pierwszych dołkach. Widać i czuć, że ryby nie żerują. Może później jak wyjdzie słońce.

IMG_3261.JPG

Marek i Łukasz starają się łowić trochę wyżej. Ja skupiam się na wolniejszym odcinku nurtu. W końcu udaje się coś tam wydłubać. Chłopaki też ciągną jakieś pstrągi. Dzień wstaje powoli i ryby też jakieś bardziej chętne. Pojawia się strażnik. Powitanie i od razu pierwsze szkolenie w temacie “jak stawiać auto żeby miejscowi nie dzwonili do strażników”. Bo wszystko przez tych wędkarzy. Aż mnie świerzbi żeby zrobić mu szkolenie z czystości brzegów na OS…Tu butelka, tam wiaderko. Ale to przyjezdni przywożą… 🙂

Obłowiliśmy Leszcza, Księdzowe, Krościenko, Kłodne i drugi mur. Na łowisku byliśmy sami. Jedliśmy kiełbaskę z ogniska (dzięki Łukasz). Pogoda piękna, ciepło nic tylko biwakować w kwietniu pod namioty 🙂

Na drugim murze u Romka,  kilka ładnych sztuk wychodziło do suchej. Płynie bardzo dużo beżowej jętki na #14. Ryby oblepione pijawkami. Wydaje się to mało możliwe, ale już teraz w kwietniu pijawek jest dużo. Ryby wyskakują nad powierzchnię wody wyraźnie się spławiając. Widziałem świnki, pstrągi, lipienie i prawdopodobnie głowacicę. Ryby jest sporo i jest już rozproszona.

IMG_3253.JPG

Pierwszą dużą (nie licząc mojego lipienia 40+) łowi Marek. Ładny pstrąg po długim holu ląduje w siatce. Ryby są bardzo mocne, co skutkuje tym że do 17.00 mam zaliczone 3 spady ryb powyżej 50cm. Wszystkie urywają żyłkę tuż przy podbieraku. Fakt że woda była tam bardzo szybka. Fakt że musiałem biegać za rybą 50 metrów. Fakt że glony obciążają dodatkowo przypon i ciągnący pstrąg zbiera je na żyłkę. Mam wprawdzie FC Tiemco 0,13 ale co tu dużo mówić, odwalam jakąś… amatorkę :). Marek chwali się że łowi na 0,15,  Łukasz na 0,17. Wydaje się że optymalnym wyborem w tym okresie jest jednak przypon końcowy o,15-16.

IMG_2115.JPG

Dzwoni Tomek i chce mnie namówić na wyjazd w nadchodzący weekend. Co mam mu powiedzieć? Mówię że to jeszcze za wcześnie. Woda za zima, ryby mało aktywne i reagujące na różne przynęty. Niech najpierw uspokoi się pogoda, woda osiągnie jakiś normalny stabilny stan. Pojawią się pierwsze duże brązowe jętki i wtedy się zacznie. Ryby jest sporo, już teraz jest bardzo silna. Co się będzie działo za dwa tygodnie? Może być naprawdę wspaniale. Jak nie spadnie deszcz i nie nadejdzie burza…

IMG_3281.JPG